::księga gości::

2011
marzec
styczeń
2009
październik
sierpień
czerwiec
maj
2008
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień

Tagi

alias
W Digital Camera Polska wywiad, który przeprowadziłam z Adamem Broombergiem i Oliverem Chanarinem , którzy nie tylko pojawiają się wszędzie tam, gdzie coś boli, ale też opracowali prawdopodobnie najciekawszą dzisiaj formułę opowiadania o konflikcie (jak mówić o przemocy bez fetyszu przemocy?). Stoją też za programem tegorocznego Miesiąca Fotografii w Krakowie , gdzie zalecili artystom wcielić się w innych artystów, dla odmiany zupełnie fikcyjnych. Maj będzie Duchampowski (na okoliczność wystaw domaluję sobie chyba wąsy). Inne, dobre rzeczy w drodze.

---

Tymczasem zenarchiczny cytat sezonu, znaleziony u Kerry'ego Thornleya:
"Maybe some night when you're talking, she'll tell you that the squaw boat, made from hide stretched over a light wooden frame, is the safest way to go - because in a storm that'll sink the mighty battleship, the little saucer-like vessel just rocks up over the biggest waves and down again on the other side"



Tagi: transgresje, broomberg i chanarin, miesiąc fotografii, fotografia wojenna, zenarchia
schludny 2011-03-04 21:33:38
skomentuj (0)
when all the laughter grew too loud
Zawsze się cieszę, kiedy udaje mi się nie przegapić premiery ważnej płyty, ostatnio bardzo się ekscytuję, bo już za moment wychodzi nowy album Marianne Faithfull, z okładką, w którą do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć - niebywała! - i z bardzo wdzięczną, choć  zrezygnowaną piosenką pilotażową. Mam nieuleczalną skłonność do zapalania się do coraz to nowych idoli, a ostatnimi czasy jest nam bardzo po drodze z Marianne. Wśród rzeczy, które mam teraz w odtwarzaczu, jest też ta nieludzka partia syntezatora w Lucy Jordan, piosence, którą należy słuchać do pary z Frankie Teardrop, jako depresyjny rewers dla psychozy; najokropniejsze w niej jest wcale nie to, że znam taką Lucy Jordan i choć wierzcie, że to los nie do pozazdroszczenia, to jeszcze gorzej jest pomyśleć, że nawet jeśli zdarzyło ci się jechać samochodem sportowym przez Paryż i mieć we włosach wiatr, to co z tego, i tak możesz mieć kiedyś tak samo, albo gorzej. Nakręcił Derek Jarman - bójsieboga.

A tu chłopaki przebierają się za Marianne, z dobrym efektem, pan model wygląda trochę jak nieprawdziwy, jak winylowa figurka kolekcjonerska, bardziej eteryczny, uczesany i staranniej skomponowany niż ziejący dekadencją oryginał. Rokendrol uprawiany przez redaktorów tej strony jest o wiele grzeczniejszy, ale też gdy wszystko robi się na niby, przynajmniej nikomu nie dzieje się krzywda.
Tagi: marianne faithfull, lucy jordan, piosenki z morałem, najwspanialsza dziewczyna w szoubiznesie
schludny 2011-01-23 13:38:23
skomentuj (0)
as seen on tv
Jestem typem człowieka, który przez pół roku zbiera naklejki z pieskami w programie lojalnościowym sieci Żabka tylko po to, żeby w końcu nie odebrać pieska, rezygnowanie, rozmyślanie się, dawanie nogi to coś, w czym jestem naprawdę niezła, szczególnie wtedy, gdy uprzednio włożę w jakieś przedsięwzięcie niemało wysiłku, starań i funduszy. "The destructive character knows only one watchword: make room. And only one activity: clearing away" (Walter Benjamin).
W ostatnich miesiącach zmodyfikowałam wyjątkowo wiele scenariuszy. Zawodowych, z czego jestem bardzo zadowolona, ten i ów postukałby się w czoło, a ja na to - a figę. Mieszkaniowych, tu trochę szkoda, bo geniusz strategii, wytrawny generał, który zupełnie nieoczekiwanie objawił się pod postacią mojej osoby, spisał się znakomicie; wysiłki nie zmarnowały się, a wręcz przeciwnie, po drodze napotkało mnie sporo wartości dodanej i pakiety gratisowej dobrej karmy. Jednak teraz będzie inny termin i powód też inny. Inne dziewczęta i inne planety. Myślałam nawet dzisiaj o niedużym bagażu z ważnymi i przydatnymi rzeczami. Najważniejsze rzeczy mam, koniec końców, w komputerze. Tylko pudełko na soczewki trzeba wziąć.

Hej. To był strasznie ciekawy rok, pełen perypetii: mieszkałam w Berlinie, zostałam wziętym przedsiębiorcą, wykonałam liczne zlecenia dla rozmaitych chlebodawców, pośród nich również bardzo egzotyczne. Przeczytałam metry książek, zasiadłam za perkusją, zagrałam na Wrocław Industrial Festival. Widziałam na żywo Grindermana i Neubauten, tych ostatnich trzykrotnie. Organizowałam całą polską wyprawę Solimana Lawrence'a, w tym fotografowanie w odlewni i zakładzie karnym. Byłam na zajęciach z twórczego pisania i na Frieze Art Fair. Zrobiłam przynajmniej jeden dobry uczynek. Przeprowadziłam wywiady z Andrzejem Urbanowiczem, Lisą Alisą i Blixą Bargeldem. W okolicach ostatniego Nowego Roku nagrywałam dziwne kompozycje na syntezator, theremin itp.
Nadal nie napisałam żadnej książki, choć oczywiście miałam już kilka szkieletów, po czym uświadamiałam sobie, że przecież nie kumam fabuł i że osoba, która zawsze zasypia w kinie, nie może pisać powieści i musi napisać książkę niefabularną. W swoim czasie, tymczasem robię to, co od dwunastego roku życia (nie ma żartów, chciałam dostać pióro Parker, ale okazało się, że ów magazyn już nie daje prezentów, nie mniej poszłam do druku), piszę teksty o nieco mniejszej objętości i takie tam sprawy.


Tagi: perkusja, theme, syntezator, wrocław industrial, grinderman, inne planety, całe życie w druku
schludny 2011-01-16 19:23:09
skomentuj (2)
release the bats
potwornie boli mnie wewnątrz prawego oka, które zostało przyozdobione śrubami, gwoźdźmi i papierem ściernym, po czym włożone do oczodołu, z czego wynika, że nie ma mowy o skupieniu, zrobieniu czegokolwiek należycie, bo na to nakłada się gorączka, węzły chłonne wielkości piłeczek kauczukowych i podobnej twardości, powoli zaczynam żegać się ze światem - dziś jest na to dobry dzień. to, co znajduje się w oku, trafia w jakiś czuły punkt tyłoczaszki. nie mogę odłożyć rzeczy do czytania, bo jeśli to zrobię, pojawi mi się w głowie gnijąca plama, rozlewająca się właśnie z tego miejsca tyłoczaszki, więc muszę zajmować sobie głowę gęsto zadrukowaną treścią, żeby nie pojawiły się zmory. a nadmieniam, że jestem sama w domu, więc cisza na przykład jest pierdyliard, ale to pierdyliard razy straszniejsza, koty jeśli nie śpią, szurają czymś, a to mnie niepokoi, zatem robię co, otóż tulę się do odkurzacza i marzę o autoharfie (cytrze?). oto dręczą mnie majaki człowieka przebywającego w zamknięciu i nękanego chorobą. nie przychodzi mi do głowy żaden film nadający się do obejrzenia. będę zatem słuchać muzyki, której jeszcze nie znam, na przykład the wreckery, czyli zespół hugo race'a (och, czemu nie słyszałam go na żywo) i inne garażowe zespoły z australii, które kojarzy zapewne tylko tomasz zrąbkowski (respekt), wiem to z ś.p. zine'a. czekam na rady, jak wyciągnąć sobie z czaszki te piekielne hufnale. zdam relację z odsłuchu the wreckery i czy warto.

schludny 2009-10-30 22:03:34
skomentuj (4)
stranger than kindness
ponieważ obudził mnie telefon od mamy o tajemniczym wirusie z ukrainy, a ja jestem bardzo chora i bardzo słaba, już nie mogę spać i nie będę. prawdopodobnie to najwątlejszy okres w moim życiu i większość dni spędzam chora na coś, może pora do ciechocinka - martynia wysyła "magazyn kuracjusza", czuję pokrewieństwo duchowe. w dość martwych godzinach porannych wykonałam test sueddeutsche zeitung na bycie kandydatem na niemca i wyszedł mi bardzo pomyślnie, sama się zaskoczyłam, że znam wiele podstawowych faktów, oraz szukając plakatu do "faraway, so close" uświadomiłam sobie, że jeszcze tkwię w epoce kaset magnetofonowych i co gorsza być może nigdy to nie minie. w związku z tym z przynajmniej dziesięcioletnim opóźnieniem zostałam wielbicielką nicka cave'a via oczywiście blixa bargeld.
(muszę pisać tu regularnie, zaczęło się dla mnie jakiś czas temu pisanie na zadany temat jako sposób na życie, a tu mogę sobie poćwiczyć i pisać różne fontazie! ale jazda czad i odlot - używam słów z lat 90.)
noth właśnie pyta przez sen, czy zamierzam cały dzień tak siedzieć, zrobiło mi się zimno, to było zdanie groźnej guwernantki, ale po pierwsze jestem chora więc muszę cały dzień tak siedzieć, a po drugie, na swaroga, ty przecież drzemiesz i grzejesz nogi poldkiem, a po trzecie, jestem chora a jednak pracuję mimo drgawek i kurary przesączającej się przez moje tkanki. nie będę nadrabiać wielotygodniowych braków, ale zapraszam na tygodnikfotograficzny.pl, gdzie też coś stękam, oraz obejrzyjcie wszyscy film "ghosts of the civil dead", raczej ponury i mocno okropny, ale takie na ogół są dobre filmy - cały jest na jutubu.


schludny 2009-10-30 09:16:07
skomentuj (0)
chanter, danser baby pop!
Dziś miła pani z Rosji przekonywała mnie, że fajans z nadrukiem to ręcznie malowana porcelana, co mnie trochę ubawiło - w duchu pomyślałam: a w dóppie!, ale utargowałam, nabyłam. Pani na innym stoisku żaliła się, że sprzedaje same gówna po 15 złotych, bluzgi ciekły jej po brodzie, pierścienie jak u gangsta biskupa, mogłam nagrać, ale niestety. Tak właśnie wyglądało moje wyjście do miasta, do ludzi po tygodniu ciepłych betów; nadal nie jestem bardzo zdrowa, kicham na głos, w taniej odzieży starszy pan mówi na zdrowie, potem chce się umówić na jakieś pogaduszki (pierwsza myśl: biedny, smutny jak Eleanor Rigby, druga myśl: zagapię się i zwinie mi torebkę). Odmawiam, mówię: mam obowiązki zawodowe i rodzinne - co jest zgodne z prawdą, bo po pierwsze copywriter nie zwykł spać, tylko wszędzie węszyć coś ciekawego, a po drugie, mamy nowego członka rodziny, naburmuszoną gremlinkę o imieniu Zelda. Ta szara kulka puchu sprawia wrażenie kota sklejonego z sierści pozostawionej przez Polda, przy czym ma ciekawą, brytyjskawą mordkę i nie umie miauczeć. życie z dwojgiem kotów nie zmienia się bardzo w stosunku do życia z kotem, trzeba kupować dwa razy więcej karmy, sprzątać o jedną kuwetkę więcej i tulić na zmianę tak, żeby żaden się nie obraził, szlus.

Korzystając z okazji zapraszam na próżny serwis z przyodziewkiem: http://kittenmittens.tumblr.com

schludny 2009-08-23 19:27:03
skomentuj (2)
dr miau
jest mi bardzo gorąco i chcę nad rzekę - "nice dreams, starlit skies" głosi strona promocyjna festiwalu menuo juodaragis, ktory w całosci dzieje się na wyspie, można sie tam zapewne też potarzać w mchu, patrzeć w gwiazdki, ale nie ma prysznica i trzeba skonstruować sobie naprędce wlasny.
powinnam się cieszyć, a w głowie mam smutne diagnozy, śnią mi się własne wypadki. pozbyłam się niby dotkliwego ciężaru, który dokuczał mi przez wiele miesięcy, ale nie czuję się przez to wcale lżej, oto właśnie zgubiłam jakiś ważny wentyl i teraz nie mogę nic, a chcialabym przynajmniej zrobić gruntowne porządki. tymczasem poświęcam się pożytecznej pracy i wykonuje zadania sumiennie, ale co poza tym: tachykardia, mdlenie, niechęć do wszelkich zajęć dodatkowych, paraliż kończyn itp. nigdy nie narzekałam specjalnie, to zwyczaj brzydki i staram się tego nadal nie robić, dlatego ukladam na zapas masterplany, co by tu uczynić po rekonwalescencji.
nie wiem też, czy pisałam, ale od dawna nie podoba mi się żadna nowa muzyka, a zwłaszcza taka, jakiej słuchalam przez dużą część schludnego, więc teraz pora ograniczyć się do szumu, ciszy i plumkań; to ostatnie - yuko ikoma gra erika satie. ja umiem zagrac już troszkę partii akompaniamentu z gymnopedies 1, gdy gramy wraz z fean.
a dr miau? nie chce mnie wypuszczać z domu, wyjście do pracy to powód licznych trosk i wyrzut sumienia - zostawiasz kota samego, a ja się pytam: gdzie byli rodzice?

schludny 2009-06-09 16:14:04
skomentuj (1)
narzędzia i akcesoria
tumblr
facebook
twitter
musique
olgadrenda@gmail.com

działania i przedsięwzięcia
soliman lawrence
music news
seele brennt
vice
unsound
plfoto
swiat obrazu
lampa
coilhouse

czytanie
schwebeablaut
craig schuftan
mocny w gębie
matziek
ziz
taylor parkes
chacinski
okultura
reaktór
rjn
m1ka
szpilman
aditi
clanah
jakubzulczyk
nei
k-1
letmisi
feanescu
x10010011101
thedfb