schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

dla niego pójdę do kina nawet na film Almodovara, każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma – a ja mimo wieku wyglądam na lat 15, więc mi wszystko wolno. trzeba się spieszyć, niedługo nie będę mogła przyznawać się do sympatii dla tego chłopca, ponieważ zagra Che Guevarę i stanie się idolem hippisów, co może mieć podobną moc rażenia jak wyjawienie mojej siostrze faktu, że jej osobisty ideał estetyczny grał w serialu „Młody Herkules”.
ale tymczasem niestety. niedługo już będzie po wszystkim i zero dosłownie zero szans na bycie genialnym młodym twórcą, ponieważ czas umyka, a ja nie zrobiłam nadal ze sobą absolutnie nic, wystaw autorskich – bo nic nie narysowałam, comiesięcznego felietonu w lampie, aktiviście exklusivie, a4* ponieważ nic nie piszę, nawet fotografii jako arbiter elegantiarum, ponieważ antropologia w Krakowie to nie kulturoznawstwo w Warszawie**

(gdyż musicie wiedzieć, że Wiesław Miernik wydał już cztery albumy!)

*no bo w końcu to przecież pisma opiniotwórcze
**to bardzo dobrze

chciałabym to wiedzieć: dlaczego wstęp na stronę o mleku ryżowym jest zabroniony? dlaczego wczoraj na urodzinach mojej siostry dj naprędce udawał, że zgubił płytę PsychicTV i dlaczego człek zainteresowany książką, którą spycham na allegro, pytał ILE ONA MA STRON? albo na przykład boli mnie brzuch i jedyne wyjaśnienie jest takie, że wczoraj na kolację spożyłam zatrważającą ilość migdałów, a na śniadanie następujące niebawem po kolacji(sen w godzinach 5.00-9.00, znów wstaję za późno) – sałatkę z ryby i nie wiem, czy to nie jest mezalians.

dziś zamierzam zainwestować w książkę pani Jane Bowles, ale tak naprawdę chciałabym przeczytać to!

no a teraz już działa nawet ryż

chciałabym się popisać swadą i talentem recenzenckim, jest to moja jakby szansa i chciałabym napisać o płycie, którą odsłuchiwałam wczoraj, chciałabym napisać o niej źle, bo nie podoba mi się, bo brzmi jak płonie ognisko w lesie, bo gdyby to była pierwsza płyta tak zwanej niezależnej sceny jaką słyszę, to wolałabym słuchać Stinga i Pata Metheny. ale jakoś nie potrafię się na to zdobyć, bo okazuje się, że mam miękkie serce, że oni się starali, tylko tak przypadkiem wyszły piosenki harcerskie. powinnam jednak pamiętać, że Rafał Księżyk, mój osobisty idol, potrafi być bezwzględny i rąbać, i siekać. a tymczasem podoba mu się nowa płyta zespołu Milion Bułgarów i tym się pogrąża! powinnam bardzo poważnie się zastanowić, ach, na szczęście Derniere Volonte jest rewelacyjnym zespołem, nie tak jak ci drudzy.

z ostatniej chwili to najważniejsze jest, że skład gazety, na której się wychowałam i która mi objawiła Genesisa P-Orridge reaktywuje się pod nazwą Zine, co za elita, ja też kiedyś będę kreowała gusta.

byłabym zapomniała, że w ramach nie do Poznania mam krótkie włosy i niechcący przypominam japońską pensjonarkę w wersji środkowoeuropejskiej.
dziennik pisany nocą: tak nadal siedzę i ściągam z uporem płyty od człeka, który specjalnie zostawił włączone, żeby mi się ściągało, bo tak mu się spodobał mój pseudonim w złodziejskim fachu na soulseeku i teraz już nie muszę sobie sprowadzać płyt z jakichś Austrii. te płyty jest to kontrowersyjny neofolk i mogę się chwilami poczuć elitarnie mówiąc, że słucham Sonne Hagal alboco, a nie znów ten oklepany Current 93, którego już przecież znają wszyscy. tymczasem jestem beznadziejnie zakochana w wizerunku tej pani, ja też już jestem prawie taka chuda i mogę powoli zacząć wnikać w struktury pensjonarek z internetowej loży masońskiej, które przez cały czas o jedzeniu, że co na niejedzenie, co na jedzenie. nie muszę się starać. mnie same wychodzą na wierzch żebra, kręgosłupy. znów będę pisać co czytam, to jest Herta Mueller – Dziś wolałabym siebie nie spotkać i czego słucham, EN, Haus der Luege, tę taśmę sprzedał mi pan pod Halą za 50 groszy i mówił, że to dobra taśma i mogę sobie na niej coś nagrać, a ja nie przyznałam się, że nie chcę. i na stronie a byli jedni Neubauten, a na drugiej drudzy. oto jaka jestem chytra.

no dobra, w końcu mam blog który jest porządny i z definicji schludny w przeciwieństwie do zaniedbanej brzydkiej sieroty którą porzucam, do widzenia, teraz jestem nie do Poznania, o je jej.
nadmieniwszy, że mam internet w końcu i bywam u rodziców, będę pisywać w przerwach między ściąganiem „Shin-chana” i „Triumfu woli”.
witam państwa.


  • RSS