schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

coś kłuje mnie w brzuchu.
nie byłam na ptv i szkoda trochę, czytałam u Zosi, Jarboe miała sine nogi. ja też zgłosiłam akces do klubu romantycznej przygody, pojadę na konferencję medyczną. oto jaka jestem aktywna, rusz się, bo dlaczego nie chcesz, a może nie potrafisz, nogi masz z betonu. tak jest. the riddles of god are more satisfying than the solutions of man?
siostra przyniosła mi hanutę i zjem ją – fajnie – to tak do pewnej sekretnej herbaty o smaku leśnym (czyli tak naprawdę igieł i szyszek, i mokrych liści).
wszyscy chcą tego, Di6 zawsze przez zawsze mieli okropne okładki, każdą jedną. ta jest lepsza:

am_01_13722.jpg

i jeszcze będę słuchać nowego Fennesza, i tych dekadentów z Novy Svet.
i będę marzyć o tym że pojadę tutaj, w płaszczu i szaliku, i czapce bądź berecie.

to już dwa tygodnie, a ja dopiero dziś spostrzegłam, że mam z jednej strony głowy włosy obcięte bardziej, niż z drugiej.
i jeszcze czytam tą samą książkę co x1001! piękny umysł!

od czego mam takie brudne ręce, od książek, biblioteka miejska w mieście powiatowym jest tak okropnie zakurzona i smutna jak to miasto, od niego Wojaczek zgłupł, bo tu mieszkał przecież, a w DH Zgoda od tego czasu nic się nie zmieniło. ta biblioteka ma straszliwy atut w postaci książek poszukiwanych, ale nie wypożyczanych, ja kiedyś tam znajdowałam moje licealne fascynacje, a teraz proszę bardzo , Mishima Yukio. licealne rzeczy też wyprzedaję skrzętnie, po co ja miałam to w szafie wszystko, *ale wstyd takie spodnie nosić*. jak to dobrze, że to wszystko dawno się skończyło. mój komputer został zasabotowany przez the 3rd Eye Foundation, którego nie mogę teraz nagrać. trudno, nie będę ich o nic prosić, będę słuchać:
-Labradford, Prazision
-TMLHBAC – Were you of silver, were you of gold
-Cibo Matto, Viva la woman.
mam ochotę na kaszkę ryżową.

inauguruję sezon kurtkowy, w końcu jest taka prawdziwa jesień, poznać ją po tym, że gdy idzie się w kurtce, to się ją wokół siebie obwija, teraz kiedy będę wracać do domu, już się będzie ściemniać i będzie pora na herbatę jeszcze lepszą, i swetry w śnieżynki, szwajcarskie i skandynawskie flagi i oglądanie telewizji też nie będzie już taką czczą rozrywką. już są pierwsze symptomy.
od teraz śnieżynki, parasolki, balleriny, pozytywki, porcelana, marcepan, piernik i glanzbilder. ale będę słuchać sobie The Meteors.

dla was wszystkich!
to i jeszcze niesławny oryginał. oj, wujka Dadana, co to opowiada „skarbczyk dziecięcia”, to się można bać, jakoś mi się zdaje, że David Tibet miałby inspiracji. nikt nie napisał jeszcze o disi, co siedziała przy komputerze, ale taka bajka powinna powstać i mieć poważny morał. ts. Divine Comedy – Absent friends, Der Blutharsch – The track of the hunted, Wiesław Miernik – Boli ząb.

bo nie ma to jak skuter, na dwóch kółkach czad:

vespa1.jpg

jestem pod straszliwym wrażeniem tego, na co trafiam kiedy czasem włączę telewizję, zawsze dostaję smakołyki, teledysk obrzydłego Lady Pank o chłopcu, który znalazł ich plakat, pewnie z „Razem”, na śmietniku i wycinał, takie gazety miały rewelacyjny papier, śliski i srodze deformujący kolor i tak było bardzo długo, wiem, bo mam numer „Filmu” z 1947. okładka podobna do bloga hss. marzę o filmie o Edku Wieczorku i Halinie Mączce, ale niestety, to było dawno i tylko jeden raz, ech życie.

i tak wycieczka do Rudy Śląskiej to faktycznie przygoda, oto znaleźć się można w krainie pól i kapliczek, i kamienic pośród pól, i germańskiego Heimatland w Paniowach, tam przypadkiem bo pomyliłam drogę, ach wycieczka nie do zapomnienia, nikt tam nie mieszka ani nawet nie chadza. ja przez teren kopalni Halemba dostałam się do tajnej bazy firmy Wildcat i zdobyłam przypinki Vince Raya: oto i owocna wyprawa prawdziwego zdobywcy. moje nowe uzależnienie ponieważ dla nich projektuje Rei Kawakubo i prezentują się najśliczniejsi chłopcy, co widać na dołączonych zdjęciach, czy ktoś w Polsce sprowadza torby Fred Perry, pewnie nei, więc jak się robi zakupy wirtualnie, ja naprawdę nie wiem tego. constant shallowness leads to evil, próżność jest grzechem, ale to nie próżność, to umiłowanie rzeczy pięknych.

diz jest głupsza od opony. jej koleżanki w tym czasie robią rzeczy dlań niewyobrażalne, jadą w ciemno do Francji, dogadują słusznie Dunin-Wąsowiczowi, usiłują robić prawo jazdy. tymczasem diz zajmuje się konstruktywnie: skracaniem włosów, robieniem sałatki rybnej, zapominaniem legitymacji i tekstów dla pana redaktóra, pokątnym handlem księgami zakazanymi, udawaniem narciarza(bo ma koszulkę: winter sports Russia) i wioślarza(bo jest chuda i nosi koszulkę rowing club Lausanne; pan od książek na dworcu pytał, czy diz wiosłuje, czy też jej anoreksja[sic!] jest może zaraźliwa). ponadto udaje z pewnymi sukcesami zainteresowania intelektualne i czasem nawet coś przeczyta. prowadzi życie mieszczańskie i jałowe: powinna iść do wojska.
^_^
kolega, o którym pisałam niedawno, ten co ma filcowe usta, to właśnie mój kolega z wojska. chcę zrobić mu koszulkę z napisem: Młodzież Wszechpolska.
a ponieważ pora przeżyć jakąś przygodę, jutro pojadę do Rudy Śląskiej!

myślałam, że jeśli nie mam dostępu do internetu, to właśnie w międzyczasie pod moją nieobecność dzieje się apokalipsa, kaliyuga i fajerwerki, na szczęście nie dzieje się, rano z gorączką chyba, chora, smutna pojechałam do Katowic do komputera. pies nie pozwala zdjąć mi butów. Noi to był bardzo ładny film, ale niestety też smutny, smutne jest też, że mojej planowanej podróży do miasta, w którym jak to, nie wiecie państwo, gdzie urodził się Goethe – stoi na przeszkodzie potrzeba powrotu po głupią legitymację. i jeszcze kontroler pytał, czy to legitymacja szkolna. słuchałam Jeffa Buckleya, bo jest smutny.
napiszę ponadto maile do wszystkich potencjalnych licytatorów w tej aukcji, żeby zostawili ją dla mnie, bo takie torby są już jedynie w Zamościu, wiem bo widziałam, ale przekonana, że w Krakowie też będą, zaniechałam i mam za swoje.
a wobec tego mój blog powinien chyba stracić rację bytu, a przecież to ja zwinęłam z pewnej toalety nalepkę „Małopolski Ośrodek Utrzymania Czystości” (do naklejania na bieliznę damską), ajaj!

na moim nagrobku będzie napisane „kolekcjonerka opakowań blaszanych”, pod halą targową ostatnio pewien człek dał mi pięć w prezencie, że od niego nikt nie chce kupić to niech se pani weźmie, w tym jedno rewelacja Polski Monopol Tytoniowy, tylko dla prawdziwych marynarzy! kocham ich wzornictwo, ale coraz mniej miejsca, na moim meblu zamieszkał kolega, ma usta namiętne filcowe, oczy o czterech guzikowych źrenicach i gacie też ma, nawet majty. to jest więc mój współlokator, miał konkurenta w postaci Chucka Norrisa z pluszu(sic!), ale zdecydowanie wygrał z przeciwnikiem pomimo, że nie występuje w telewizji.
sezon kurtkowy wisi w powietrzu i albo fałszowany burberry, albo jak prawdziwi synowie ulicy, harringtonka.
ze swej strony muszę też przeprosić za milczenie, ale cóż, uczyłam się, pilne uczennice niestety muszą hierarchizować obowiązki, ale teraz koniec nauki, spisałam się na medal, pójdę do kina na film o islandzkim chłopcu.


  • RSS