schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

nie lubisz? nie wiesz co tracisz. muszę zdobyć wersję „old amish”. życie jest twarde, lukrecja miękka, a poza tym wygląda jak winyle do jedzenia. do tego trzeba dorosnąć. rękawiczki: mam rękawiczki, ultra violent, 2 złe 50 groszy(droższe to nie grzech-to przestępstwo). i tak wcale ich nie lubię. skończyły mi się powody i motywacje do wytężonej i efektywnej pracy. straciłam dynamikę i sens; co robić? czytać książki nadal uważnie, poszukać lukrecji, utrzymywać porządek w domu. moi rówieśnicy regularnie chodzą do teatru, ja nie. za to tylko ja wiem, że żaden zespół nie wyrządził muzyce takiej krzywdy, jak led zeppelin.
ts. goldfrapp/dresden dolls.tcz, jeszcze nic, ale dziś wybiorę coś z atencją.

tak, o tym trzeba napisać, nie jestem pierwsza, bo w 1954 tyrmand też wracał tramwajem przez trzy godziny, ale nie wiem, czy do niego też nadawano apokaliptyczne wiadomości przez megafon? (dziś rano skończyła się apokalipsa – od dziś new world order) jak zwykle spotyka się typy antropologiczne, ten pyta dzieci o równania i logarytmy, ów dostawszy papierosa zmawia paciorek za darczyńcę, mnie na szczęście nigdy nikt nie pyta nawet o ogień bo jestem niewidzialnym, lecz wszechwidzącym eye of the beholder. i muszę kupić sobie rękawiczki. nienawidzę rękawiczek, dlatego muszą być ładne; niestety to konieczność, bo dłonie się dziurawią, teresa neumann też zaczynała od nienoszenia rękawiczek, i jak skończyła.
tcz. mircea „wszędobylski” eliade, co – zależy od przedmiotu szkolnego; ts. tobin/truffaz that’s what i need yeah.

to tak jakbym już prawidłowo wykonała to, co miałam do wykonania i mogła sobie iśc swoją drogą ale wszysycy wiemy, że to taka wygodna nieprawda, kawiarenka z której dziś piszę jest muzycznie zaskakująca ale nic nie może, powtarzam nic, już być dla mnie zaskoczeniem gdy wszystko gna na skraj absurdu; moja szkoła, bo w niej przebywam najdłużej więc o czym innym mam pisać, ostatnio staje się miejscem jakiegoś szalonego bratania pokoleń. karnawał, ach. tak najbardziej i tak chciałabym tak jak w sobotę siedzieć z myu i jeden za drugim wong kar-waie i syntetyczne pożywienie. ostatnie kadry – caravaggio by derek jarman, w końcu; chciałam mieć endtroducing, nie mam; chciałam spodnie fuksjowe, rozmyśliłam się; śnieg zmartwił drogowców, ale ucieszył amatorów białego szaleństwa; mam obowiązki.
(ulubioną rozrywką studentów uja jest sądząc po ilości ogłoszeń na ścianach – slajdowisko! jak coum transmissions – gwarantujemy niezadowolenie?)
ts. marc almond

w lubianym przeze mnie zakładzie fryzjerskim włosy obcięła mi tym razem Leni Riefenstahl wersja working class i suszyła pod suszarką retro futuro, takim prawdziwym hełmem, pod którym należy usiąść. a włosy jak się defasonują od mokrego powietrza – nie ma na to słownikowego określenia, ferment potoczny działa sam i słyszałam, że ludzie mówią na to: włosy się „puszą” – to jest odrażające, _NIE WOLNO_ tak mówić. słucham, jak wszyscy, New Order; kupując pożywienie chciałam tańczyć do „Blue monday” ale w końcu nie zrobiłam tego, na razie – do wtorku – pracuję jak przodownik, jak szalona, do wtorku tylko prawdziwa i nie historia Rumunii, nurkująca kaczka, psiogłowcy, mistrz Manole, ćwiczenia z zachwytu.

okrutnie coś mi wesoło, może dlatego że wyjątkowo dużo ostatnio ładnych kadrów – pruć samochodem przy „motorcycle emptiness”, zabłądzić(haha znów) na prądniku, nie wiem po co tam pojechałam ale miałam z tego dużo frajdy, albo – za każdym razem kiedy wypluwam gumę do studzienki kanalizacyjnej, trafiam bez pudła(!!!) może powinnam zgodnie z przeznaczeniem blogów prowadzić dziennik internetowy: „poszłam do szkoły, wyszłam ze szkoły, kupiłam kisiel, wsiadłam do mpk, czytałam emerytowi przez ramię >fakt<(art. >co włożyć do koperty< i >groźne sroki atakują w mieście<), dotarłam do domu, zjadłam kisiel, słuchałam muzyki(suicide, dizzee rascal), pouczyłam się, kolacja, wanna, poćwiczyć, spać” – to jest sprawozdanie z piątku, pewna sekretarka z krakowa zapisywała każdą czynność w swoim życiu i zebrała liczne bruLiony. może ja też powinnam?
ts. najlepsze nowe zespoły 2004, które poznaję dopiero w 2005; moje najlepsze wcielenie powraca z tą notką

no przez chwilę poczułam się z siebie trochę dumna i już z każdej strony spada na mnie grad krytyk, sam Eric Prydz mnie obluzgał i być może nie wiem, o czym są teksty The Smiths tak naprawdę bo już zostaje mi jedynie autokrytyka i smutno, beztrosko przypuściłam że może być inaczej, mam za swoje, być może nie powinnam już tu pisać wcale. żadna splendid isolation, oglądam telewizję i jem ten sam ryż co wy wszyscy.

a Trebunie-Tutki jadą z kolędą. z czego mogę być dumna – z tego, że wczoraj jako jedna z trzech osób przyszłam na najważniejsze podobno zajęcia, gdzie obluzgałam Tomasza Piątka, co z tego, że w wieku lat 8 czytał Levi-Straussa – i uznałam, że najgorsza obelga pod adresem filmu to „przeznaczony dla kobiet”; dodaję do listy powodów do dumy (nie byłam nigdy w Biedronce; nie czytałam żadnej książki Musierowicz, Pamiętnika narkomanki, Dzieci z dworca ZOO; w czasie dyskusji w gronie rówieśniczym wyznałam, ze zdrowe ciało-w sensie krągłe cielska typu Monica Bellucci, mięso i wędliny prezentowane w reklamach bielizny i teledyskach zwłaszcza hiphopowych – jest mi wstrętne). Andriej Rublow dziś, Gang of Four, a change will do you good, i always knew it would.

kupuję bilet u księżnej Diany wyraźnie mną zauroczonej, – kochanie, zapomniałaś biletu! – i jeszcze widzę na żywo torbę Alprausch o której marzyłam w zeszłym roku, teraz mogę ją zobaczyć i to we własnym mieście – wcale nie jest ładna. do tego skajowa. tymczasem sylwester nie przymierzając najlepszy od 1999, snobujemy się z Czerwiną, oczywiście słuchamy – a jakże – Gang of Four, Interpol, The Rapture i oglądamy pouczający i życiowy film pt. Audition, Carlos lśni ultrafioletowo i jest stylowo jak nigdy przedtem. powrót do miasta Kraków, w szkole żadnych małych zwycięstw, same wielkie porażki, omal nikt nie przyszedł, ja zaniemówiłam, właściciele sklepów całkiem beztrosko piszą REMAMENT[sic!], siąkam, n ie jestem głodna, nienawidzę linuxa, już więcej się nie zjawię w tej kawiarence.


  • RSS