schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

na rurze betonowej nad wstrętną małą rzeczką, obok przystanku, ujawnił się napis wydłubany: 1960 i pod tym płynęła żywa kaczka, ja dziś wyglądam jak 1960, idziemy prezentować modę młodzieżową a la madeinpoland ben sherman na koncercie komet. jeszcze żeby było śmieszniej miałam metasen, że drę się na całe gardło: motown!! motown junk!!! i siostra mnie strofuje, rano pytam siostry, która akurat była w gości, czy to aby fakty, okazuje się, że wcale nie, że ona oglądała wtedy telewizję ale żadnego motown junk nie było. zresztą wcześniej obie, jako zapalone tescowiczki, wybrałyśmy się po artykuły spożywcze i chemikalia. postanowiłyśmy kupić środki czystości zabijające wszelkie życie, ponieważ ostatnio w moim sterylnym mieszkaniu śmiał zjawić się pająk!! został zalakierowany lakierem taft, londyn: deszcz, hamburg: wichura, kraków: stawonogi.
jeszcze spełniłam swoje dwa pomniejsze marzenia: mam przezroczystą parasolkę cyber harajuku, oraz szlafrok. trzeba jakoś się trzymać na przednówku, nasi praszczurowie na mchu jadali (kaszę bez omasty), my mamy endorfiny w mózgu i dzięki temu mamy się znakomicie.
ach a plakaty sabotage, takie ładne, nie chcą się odrywać, widziałam z okna tramwaju, jak ktoś oprócz mnie też się starał. co za pech.

skasowała mi się notka – nie będzie drugiej, była ładna, trochę jej szkoda.
sprawiłam sobie kasetę jesus jones!
usta posiniały mi w wiosennej manierze, the good times are here at last.

24h party people, no.
ważna pytanie dla was wszystkich –

ten komponent nazywa się: prosta błękitna laguna. zakupiłam posiłek za 6,66 zł; mogłabym założyć sobie koszulkę ‚i love hoovering’, ale ostatnie nabytki to taka w stylu generation terrorists a druga very 90s, obserwowałam, przy posiłku, lepiej i gorzej ubrane rówieśnice – one już wiedzą, że obowiązująca moda w nadchodzącym sezonie to nieco babciny szyk hippie. w związku z tym chciałabym wylansować przebój lata, znajdziemy go na albumie xtrmntr znanego i lubianego zespołu primal scream.

zrozpaczona i zbulwersowana bezczelnością baby-ankieterki: „czy ma pani powyżej 25 lat?” mam się wziąć za siebie? bardzo proszę. od dzisiaj będę wyglądać tak.

glb9_089.jpgglb9_088.jpg

to niemożliwe. zawijam nogami gdy chodzę, niedbale jem na ulicy gofry, żuję gumę, noszę wyraziste kolory i pensjonarską fryzurę, i wiosną pensjonarskie buciki, śmieję się i rumienię i mimo tego wszystkiego jestem podejrzewana o dorosłość. już ja zapamiętałam sobie tę ankieterkę, będę miała na kogo zwalić winę, jak mi się w życiu nie powiedzie, za pobazgranie mi po tożsamości!!! przypominam, że w świetle prawa usa jestem nadal dzieckiem. niewinnym, do %^&$#@*&&*^%#@#.
ehem a zespół prl jest bardzo ważny w tej chwili^_^
(mamy piękną pogodę – wybierzemy się do miasta, zamiatać nogami po chodnikach, tupać w brudnym mokrym śniegu, szczerzyć zęby w uśmiechu, pójdziemy na gofry, na 24hour party people. świat będzie uratowany)

chcę mieć takie włosy

npsp2-85.jpg

dopóki jeszcze wyglądam jak niewinna dziecina i na 5 lat mniej niż w rzeczywistości. stay beautiful, kiedyś tylko chciałam mieć dobrą prezencję, teraz mam na to prawdziwe szanse. długie włosy i ja to koszmarna pomyłka.
grzywka to moje wielkie marzenie.
a każdy gadżeciarz ma konto na deviantart więc i ja i znalazłam tam kogo – malicię – a ja od dłuższego czasu zastanawiałam się co robi i jak wygląda życie po mangazynie. ale fajnie.
slsk jest jak zwykle szajsem a siostra obdarowuje mnie prezentami. w tekkena bym zagrała. highendorfine, wiecie; czasem w moim domu plączą się magazyny o zdrowiu pisane plugawą polszczyzną i już wszystko wiem. boli brzuch – zjedz ryż. albo: nie przesadzaj z ryżem. oko skoko? magnez i żelazo (zajrzyj do zosi). nosisz czapkę – zniszczysz włosy – nie nosisz czapki – stracisz 30% ciepła. no i oczywiście, niebawem wiosna, twój szalik już może zacząć łopotać na przedwiosennym wichrze.
ts. mando diao, i am kloot + the syntetic fragment o gumowych ludziach
tcz. niechcemisie.

*”puding jest drogi a dziecka go żerom” – to z heroicznych początków polskiego industrialu

mam kasetę video do zastanowienia się nad życiem, z pięknych czasów in the beginning, when we were winning, oto co zawiera:
fsol – szał i klasa i super jakość przy bardzo brzydkich wizualizacjach.
bjoerk – umówmy się, że ona istnieje tylko do 1997, potem się jej jakoś cyber wdzięk zgubił, lubię bardzo video do all is full of love; pewien głupek boczył się, że to sztuczne i okropne i nie ma w tym serca – po serca został odesłany do sklepu mięsnego.
portishead – nic się tak nie zestarzało, już nieświeże, jeszcze nie retro, nie do słuchania – tylko dla ewentualnych podniet agnieszki drotkiewicz
sensorama – ubrania wychodzą samodzielnie z fabryki – bojaźń i drżenie wersja dla dzieci, zestaw podstawowy to mogwai – stanley kubrick – nie odważyłam się nagrać.
chemical bros – the test – nieodmiennie mnie wzrusza i już zawsze będzie.
jestem fanką video. i testów na quizilli; ostatnio wyszło mi „you are eyeliner!” – bingo – nie rozstaję się z tym akcesorium. śni mi się, że niechcący zabieram fean papier do prezentów z kosmosu zdobny w napisy coś tam o powiekach, i mamy razem jechać zimą nad morze. jeszcze odsłuchałam płyty specjalnej(TM) która mogłaby być soundtrackiem do inteligentnego filmu o młodzieży z początku lat 90 i bardzo mi się spodobała – chciałam kiedyś, żeby moje życie przypominało taki film, ale tak tylko się stylizuję, mam spodnie very 90s niebieskie i bardzo lśnię.
jestem szalenie zadowolona z obrotu spraw w moim życiu.

częstochowa, oto miasto cudów, tamtejszy media markt jest na szczycie rankingu, mają wszystko, na transformatorze napisali sprayem: lali puna, mają dmuchany ryż, lukrecję, gold against the soul, na parkingu reklama: ceny jak w 1998.
duet krajewski/urszula(„baw mnie, zepsuj lub zbaw mnie”) polską odpowiedzią na je t’aime moi non plus, słuchać tego jest potwornie. moja perfidna zabawa to zadawanie bliźnim pytania: chcesz żelkę?-oni chcą i okazuje się, że to żelka lukrecjowa. poza tym, nagrałam kompilację.

najpierw zobaczyłam żywą dodę elektrodę idącą sławną ulicą w kierunku rynku, potem zobaczyłam smutny film (ze sceną, gdzie w klubie ze stripteasem nadają smithsów) i, mniej czy bardziej spodziewanie, od wczoraj wszystko ma inne wymiary i głębie znaczeniowe: klf i emf, emf i jesus jones, blue monday i happy mondays, benson i hedges, brytyjskie kino i rumuńskie wino, natalie i audrey, i naprawdę, i motorcycle emptiness.

motorcycle_emptiness.jpg
[under neon loneliness]

ale i tak w kolejce na poczcie po wypatrujące mnie od dawna prmlscrm znów drogę zagrodziła mi ta sama baba z taką samą jak zwykle ilością paczek: olbrzymią.
wiem, gdzie dostać lukrecję. pora czynić zapasy.

lakritze.jpg.jpg

[chciałabym strasznie thb 10th anniversary edit to jest ostatnio moje wielkie marzenie; tak czy nie, nie czy tak - chyba tak.
amazake rice kicks ass]


  • RSS