schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

ten cały antony brzmi chwilami niemenem, a rufus wainwright? to jest dopiero rozkoszny dandys, choć ma imię jak dla chomika.
(poszłabym na young gods! – ale trzeba malować mieszkanie, skręcać rozkręcać meble; ekonomia czasu, ekonomia czasu! ts. young gods, tv sky – w mpk, wainwright, want two – w domu przy heideggerze).

poszłam przeglądać pisma z ilustracjami z różnych branż, zatrwożyłam się, jestm b. nie na bieżąco w sztukach wizualnych będę wypożyczać fachowe magazyny od mojej zdolnej koleżanki to od niej głównie się dowiaduję, co się dzieje we wzornictwie, choć mój tato np. kupił gazetę ozon, edytorsko okropną, i był tam artykuł z tej dziedziny, ale ja nienawidzę czcionek typu głupi newsweek, którymi ta gazeta jest upstrzona. nowa masło chyba też nie jest najlepsza, jak widzę ze streszczeń w popularnych magazynach nie jestem pewna, czy chcę to czytać. a gdyby ktoś mnie zapytał – co tam słychać w antropologii kultury? – czy miałabym coś do powiedzenia? ostatnio musiałam wypowiadać się na temat funkcji rodziców chrzestnych.
antony jest na fali, a przecież to już drugi lp! – we wrześniu ub. r. słyszałam dwie piosenki antony’ego i myślałam, że to dziecię zdychającego world serpent – nie takie znów pudło, ostatecznie wydał to david tibet. tymczasem nowy album wyszedł nakładem rough trade – zastanawiające jest jakieś utajone ogniwo łączące alternatywę gitarową z neofolkiem, bo i skąd właśnie takie zjawiska, jeszcze patrick wolf (to fajne), albo – ze zdjęć w modnych czasopismach devendra banhart z obleśną brodą i joanna newsom o wyglądzie fanatyczki rpg!
[piszą o kryptoreklamie na blogu, mam dość dużo komentarzy, więc chyba jestem poczytna, ale reklama na takim blogu to chyba jednak niemałe ryzyko; ale nie ma żartów - lans nad lansy, pachnę perfumami anna sui!!]

obrazki:

mam grzywkę:

gzywka.jpg
porcelain.jpg

pozdrowienia z krakowa:

samohudwglowie.jpg
klepaz.jpg

kupiłam sobie rower, piękny. od razu na pierwszej wyprawie napotkałam na przeszkody, omdlałam sobie jak to mam z zwyczaju i potem oto co – płynnie i z przejęciem wypowiadałam się na moich ulubionych zajęciach z hermeneutyki; dzisiaj zdałam b. przyzwoicie egzamin z kultury ludowej polski i zostałam oddaną wielbicielką grupy antony and the johnsons. ponadto, nieprzerwanie od miesiąca, reisefieber, wyglądam niecierpliwie nowego kurdwanowskiego mieszkania, siedzę na walizkach i rozkręcam meble, tak mi się spieszy, ta ulica tak ładnie się nazywa: daliowa, wszystko będzie dobre: dojazd! oświetlenie! niebieskie ściany! w przerwie w lekcjach można będzie wpaść do domu na herbatę; nie nawykłam do takich wygód. na razie czuję się wykonana ażurowo z anilany; po wywrotce dostałam darmową wodę mineralną od pani z budki z fast foodem, tajemniczy dobroczyńca pojawił się i zniknął, a czy częste relatywnie omdlenia są dziwne? – w każdym razie szykowne.

ts. antony and the johnsons/shonen knife/goldfrapp, black cherry (dobra kompilacja to dzieło sztuki, ta spełnia kryteria, dziękuję). tcz, jurij łotman, kultura i eksplozja, roland barthes, imperium znaków, michel pastoureau, diabelska materia – historia pasków i tkanin w paski

wypełniam czas pożytecznym relaksem, jest jakiś wszechogarniający, otchłanny spokój w geście wieszania prania, jeszcze idę się przyglądać rozkwitającej infrastrukturze w rejonie, bezczelnie czytam wszystkie tygodniki na stacji benzynowej – jak gardziłam wprostem, tak gardzę nim jeszcze bardziej, pewnie przez nieśmieszne żarty, ten artykuł o kiczu: napisali, że doda ma „image panienki z dyskoteki”, też coś! zastanawia tylko, że jedyny wprost nie musi nic dodawać i przekupować nabywców kultowym dokumentem, przewodnikiem dermatologicznym ani albumem o caravaggiu!
bezskutecznie poszukuję ważnej książki pt. egzystencja i hermeneutyka. nie ma jej nigdzie i to zmusza mnie do robienia rzeczy mi nienawistnych, których się podejmuję ze wstrętem (ksero, czytelnie: a fe). aż kupię sobie internetem i nikomu nie pożyczę.

czy myślicie, że to jest takie zabawne: ledwo wprowadziwszy się właśnie tracę pokój, moja mama robi sobie z niego garderobę na garsonki, bez pytania. moja siostra śpi i to niweczy mój plan wyprawy, zupełnie niepotrzebnie wsiadałam do pociągu przed 8, żwawa i rześka; chyba zaraz będę zmuszona do kupienia własnego pożywienia (moi rodzice piją niedobre mleko i nie zwykli jadać twarogu, za to mają dużo tolerancji dla tak przerażających wynalazków jak masło). mało tego, soulseek nie działał (>>soulseek is a highly experimental software<<); nudzą mnie jego ciągłe upgrady. smutne i bolesne, że w zeszłym miesiącu jakoś mi było mniej obco u własnych rodziców, a teraz mam dość zanim jeszcze powiedziałam dzień dobry (komu zresztą – jedyna obecna, siostra, przecież nadal śpi). ts. dimitri from paris.
miałam przyjemną majówkę, opaliłam sobie przedramiona na fuksję. cycling is fun. trzeba gdzieś się podziać w tej zgryzocie.


  • RSS