schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

za 65 minut zaczynam egzamin z hermeneutyki a potem już tylko – sztukasztukasztuka, teraz jeszcze heidegger, gadamer inmyhead (ale jestem w fanklubie hermeneutyki, nie tak jak bezwstydnicy ze szmatławca pt. wprost, którzy lżą odkrywcze kierunki naukowe i śnią o szympansie) i w końcu udało mi się po pierwsze wyspać, po drugie przejechać na rowerze moje pierwsze 100 km.
the tears nagrali płytę roku 2005 – już to wiem – to jest zagubiony album z 1995, powinien zostać nagrany między dog man star a coming up i łaczy to, co najlepsze w nich i co lepszych fragmentach scifi lullabies. wiedziałam, że trzeba pokazać, kto tu rządzi, niezwykłe, niebywałe, soundtrack do wszystkiego, teraz mój krawat (moschino, 1zł) złotymi litery wyszyty: passion victim należycie spełnia swoją rolę.

nie chcieli mnie nawet zarejestrować, bo rocznik testowy daje sobie prawo do licznych błędów, przez pomyłkę najpierw dofinansowałam (znów) instytut etnologii i antropologii kultury; to nie moja wina, lecz, jak zawsze, systemu. po pokonaniu go mogę, znaczy powinnam, zabrać się sumiennie do nauki historii sztuki. a tymczasem na kurdwanowie pełne wrażeń dni, widoki jak na ibizie (potrzebujemy soundtracka, „balearic beat”, wczoraj the soup dragons do popularnego wieloskładnikowego dania kuchni kurdwanowskiej, po czym film obyczajowy z serii prawdziwe historie pt. pollock; raczej nudny). do tego jeszcze tacy, i tacy sąsiedzi, i tyle rodzajów aktywności! dzisiaj jedna z najgorszych na świecie, opakowywanie – w tym przypadku instrumentu perkusyjnego afrykańskiego dla pewnego chłopca z wrocławia. opakowywanie, fuj, gdybym trafiła do piekła, to na pewno kazanoby mi pracować tam w punkcie ozdobnego pakowania prezentów!
dzięki kablowi łaczącemu wieżę z przenośnym odtwarzaczem audio(carrefour, 2,99, a ile satysfakcji) mogę słuchać sobie the young gods i takich innych, może feist, dziś właczyło mi się niechcący coil – remote viewer i spędziłam rozkoszne przedpołudnie przy tych żrących dźwiękach i takich zagadnieniach, jak kraków w epoce baroku, podaj przykłady.
tv on the radio – idol 2005.

smutne, ledwie przeczytałam egzystencję i hermeneutykę, a tu zmarł paul ricoeur; młodzież powinna mieć takich idoli, a nie kurta cobaina, a świat byłby lepszy. radio bis, którego czasem słucham, zadziwia mnie radykalizmem: w prime time, w okolicach 18, nadają turntablistyczne bezkompromisowe wyczyny. nawet prII jest ostrożniejsze i sofia gubaidulina lata tylko po 22. zdecydowanie jestem za radiem bis, choć zdarzają im się rzeczy brzydkie, jakiś green day, jakiś kazik junior prosto z juwenaliów, ale zaraz obok rozbrykany basement jaxx i working class dandysi z kaiser chiefs – brawo!
gdy jeżdżę szybkobieżnym tramwajem i czytam sobie opowiadania jane bowles, czuję się jak tokijczyk w metrze, osiedle kurdwanów, oto nowy numer jeden na liście moich pasji, „uwielbiam to miejsce, uwielbiam”, idę uczyć się na egzamin z filozofii, ts. gang of four, a certain ratio (na liście poszukiwanych zespołów, o których ciągle czytam, ale nei mam w archiwach:23 skidoo, liquid liquid, konk, brazylijska nao wave, hje hje ^_^)
a nie macie czasem jakichś ładnych krzeseł?

kurdwanów wita. to jest tak ładna ikonosfera, że wręcz chciało mi się napisać pracę z antropologii wizualnej (!).
tymczasem dziś wybrałam się pod halę targową po pożyteczne wyposażenie a tam – hit sezonu! – jezus i maria w jednym w zależności od kąta spojrzenia, intrygujące. i tak jest numerem dwa w rankingu kuriozów, bo rządzi pan, który sprzedawał swoje własne nagie zdjęcia. chciałam radio, ale były tylko takie brzydkie. to dlatego, że trzeba się uczyć, a nie wyposażać.
tmg, przepraszam za tą lali punę. ale wstyd. wczoraj słuchałam nouvelle vague, milesa davisa z filmu windą na szafot, ekkeharda ehlersa i gang of four i chyba przybrałam postać anteny krzyku.


  • RSS