schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

marzenie, kompletne marzenie, wzorowa . „w tym nie spotkasz na ulicy co drugiej laski”, slogan powalający każdego, trudno. superfantastisch.
żeby nie było, że tracę pretensje do znawstwa, spędzam lato nie tylko na przyglądaniu się odzieży wszechpolskiej*, ale przede wszystkim jednak zwycięża mózg, jak zawsze, bo informacja jest najcenniejszym dobrem. blogi wybitnych intelektualistów – okazuje się, że eliadego na polski przetłumaczono więcej; podoba mi się, w jaki sposób przewrotnie pisze o swojej skromności, wcale nie tak znów skromnie. przed rumunią – a must read – zeszyty ciorana. uwagi osobiste tym razem – tylko, gdy towarzyszy mi książka, jestem zauważana przez obce osoby, poza tym kompletnie ze szkła, pleksiglasu, folii? – a tymczasem cioran czyni widzialnym swego czytelnika.
[o ile pamiętam, jan bez ziemi zmarł po spożyciu niedojrzałych brzoskwiń, a ja zjadłam dziś bardzo kwaśną nektarynkę]

*koszulka, ładnie zaprojektowana, z napisem chicks on beats i druga różowa i bardzo dionizyjska, spodnie we wzór trochę warhol trochę post-art-nouveau (mng) – wszystko i tanio – wypierz w domu, buty puma prekambryjskie, trochę czechosłowackie, podobno z „likwidowanego sklepu w niemczech”. biedronka, ach, biedronka.

ts. esg, tcz. proust (a jednak)/ herta mueller, król kłania się i zabija
we śnie poobijałam sobie większość kości, ale to nic, pomyśl o innych: w mtv dziś jessica simpson powiedziała, że złamała sobie nerkę. u rodziców: pies dostał najprawdziwszy psi domek, do którego wejście właśnie spożył, jest kompletnie bezlitosny. i reisefieber, reisefieber, bo przecież rumunia, to już wkrótce.
[fantastyczne kolano, popatrzcie]

zanim blog skiśnie; oduczyłam się używać klawiatury, oduczyłam się jeść i spać, dostałam się na historię sztuki; mam poczucie dobrze wypełnionego zobowiązania, ale teraz już nic nie potrafię, na przykład się zorganizować, każdego dnia ktoś bije mnie w potylicę i kolana, zwłaszcza przy wchodzeniu po schodach, co to za słabości, boleści. powiedziałam mamie, że w wieku lat 20 przypominam 80-letniego jogina lifestylem i nie wiedzieć czemu, bardzo ją tym ubawiłam, a przecież to dość poważne. pomijając silk cuty, obłąkańczą jazdę na rowerze, cotnari. poza tym jogini nie słuchają stockholm monsters (to jest odkrycie,!!), ani tym bardziej public enemy.
tcz. m. eliade, dziennik emigranta, niebywałe, niebywałe. odkrycie: poczytać książkę niezobowiązująco, też byłabym zapomniała, jak to się robi. na razie spędzam niespieszne i pogodne dni u mojego taty, niezmiernie pozbieranego i zrównoważonego człowieka, który podrzuca mi teksty o jungu – na dzień dobry.


  • RSS