schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

chic happens

5 komentarzy

mam kompletnie sine dłonie i niewiadome perspektywy – teraz naprawdę chyba będę spędzać całe życie w szkole – oto groźby stały się faktem, zyskam porządne, klasyczne wykształcenie: w poniedziałek zaczynam dzień od łaciny. work is a four-letter word. oto więc wszystko należy poustawiać sobie, ułożyć plan dnia – wyliczyć czas – używać notatników dzięki którym życie staje się jakże uporządkowane, na razie udaję, że nic się nie dzieje, spotykam się beztrosko z myu i fn w celu zjedzenia kabli, kabli w kształcie ryb, obejrzenia niespodziewanie ‚ellinga’, słucham historii z niebywałej restauracji pakistańskiej w birmingham gdzie podobno przychodzą duran duran. zaraz wszystko wywróci się na lewą stronę, zacznie się od wyjazdu jutro o 6 rano do katowic i powrotu wkrótce, o tak, to będzie radykalna zmiana, nawet tramwaj z kurdwanowa wygląda trochę jak metro, pora wsiadać tam co rano z gazetą, what’s the weather – grey and boring*, itp. ale przecież nawet w tym roku zrobiłam już kilka rzeczy ponad moje siły, czyż nie. największa czeka mnie w listopadzie: przepraszam ale nie będę mogła uczestniczyć w zajęciach ze sztuki ottońskiej, ponieważ zamierzam przeżyć niezapomniany tydzień w manchesterze. zrozumieją?

*the ordinary boys – rozumieją kondycję ludzką

_ważne_ogłoszenie_ :
to jest dość ważna sprawa, potrzebuję współlokatorki do bardzo pięknego samodzielnego pokoju na osiedlu kurdwanów, są skośne dachy a w nich okna, okazja nie do przepuszczenia, bardzo porządnie; kto był, ten może potwierdzić. silna choć nieznana mi osobiście kandydatka najpierw zarezerwowała, potem olała: proszę się pocałować za przeproszeniem w nos. ja tymczasem zapraszam, która koleżanka chce mieszkać, mail jest obok.
—–
magazyn fluid reklamuje się w tv w sposób bardzo chytry. odpicowano reklamę wizualnie co najmniej przyzwoitą, ale skompilowaną ze starych numerów pisma, tych z gomulickim i resztą dobrych dziennikarzy, którzy z fluidem od dłuższego czasu nie mają do czynienia. i tak się sami podsumowali.
a na głównym deptaku katowic stoi kazimierz świtoń i coś sobie brzdąka; to prawie tak dobre, jak wytrwały człek w warszawie ogłaszający długo i nie wiem na ile skutecznie, że niegłosowanie jest grzechem ciężkim. brzdąka sobie też z drzwi h&m nowo otwartego, nie byłam w środku, ale w tym mieście to wygląda jak fragment czegoś innego i może nawet wręcz jak mezalians.

będę chodzić na pieszo aż zetrę sobie kończyny do kolan – coraz szybsze tempo na tej samej trasie, doskonale. po drodze leży dużo urwanych zwierzęcych kończyn: wymowna przestroga. turysto – rejon nazywa się „zielone płuca śląska”.
klaruje się lista najlepszych wydawnictw 2005, wysoko w notowaniach będzie zespół, którego nowy właśnie wydawany album jest jeszcze lepszy niż znakomity pierwszy, a poza tym jeszcze the rakes, nawet jeśli to miałaby być płyta z 2004 – co z tego? ts. regina spektor

na spacer poboczem ruchliwej drogi, na uszach miałam the fall, teraz wszędzie tam pobudowano przystanki, chodniki potraktowano znakiem ikonicznym urbanistyki polskiej tzn. czerwoną kostką, i wszędzie powstawiali ronda, a nazwy osiedla xxxlecia prl nie zmieniono nadal. niedawno było tam bardzo buro, bardzo nowofalowo i smutno kiedy jeździłam na eliminacje olimpiad przedmiotowych w podstawówce. trochę zbyt słonecznie na spacer do miasta mikołowa wyłożonego trylinką. powinni wybudować nad nim trylinkowe sklepienie, a w jego centrum wytyczyć rondo.
a nawet jeśli ma się jednak nieoryginalne dzieła sztuki to może pocieszy nas fakt, że nasze torebki to jednak highfashion stare dziadostwo, którego nie chcieli szwajcarzy.

w sosnowcu: georg grosz & levi strauss. ta pani będzie rządzić całym światem wkrótce, zobaczycie.
ts. black box recorder. kto nie pamięta, ten wiele traci, a mnie się właśnie przypomniało.

no to witaj smutku. w celu poratowania w niedoli, zaimponowania otoczeniu a zwłaszcza sobie a/znalazłam economic class mebel, b/po zakupie (samo)dzielnie zaniosłam go na przystanek tramwajowy, c/złożyłam go w domu. funkcjonuje bardzo dobrze i jestem dość zadowolona, ale i tak czuję się jakby obnażyła się przede mną jakaś wszechmizeria, co począć? słuchać morrisseya, joy division? (ts. annie – anniemal/bertrand burgalat – the genius of.. – fantastyczne! – a ciekawe, jak nowy franz). love in the 90s seems paranoid; love in the 00s – ??
byłam w warszawie i od razu musiałam wracać, nie trafiłam na warszawską jesień, popatrzyłam sobie na szablony na murach stołecznych, bardzo finezyjne, takim secesyjnym krojem: dupa albo kadry z casablanki, też ładne, podoba mi się nieumiarkowanie i przypadkowość w stolicy i jeszcze jej osobna mitologia, jestem wroga wrogom warszawy. 1-2 października tam zresztą grają client(!), herbaliser, telepopmusik, poszłabym; kto mnie zawiezie? już przegapiłam jamie lidella katowickiego, pech, pech, pech; ‚multiply’ chyba będzie w pierwszej dziesiątce 2005, ale na razie sza.

nie byłam w stanie skupić się wczoraj na oglądaniu głośniej od bomb; po potwierdzenie pisemne zdania egzaminu wybieram się właśnie do warszawy na krótką chwilę; tymczasem mój ulubiony kolega jedzie do manchesteru i zaledwie zaczęła się jesień, już jej szkoda. znam na pamięć swój pesel, co się okazuje, za dwa miesiące ja też zobaczę manchester, no, dom iana curtisa, koncert czegoś tam, koszulkę z morrisseyem; a teraz – dwa miesiące samopoczucia jak raymond marks, bohater powieści pt. inny chłopiec. ts. maximo park, the coast is always changing. czas start: smutno.


  • RSS