schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

ou

12 komentarzy

dowiaduję się, że „jutro powróci patrycja kosiarkiewicz” – boję się. w 1996 w machinie napisali, że lubiła britpop, na zdjęciu była w berecie, to taka postać z tragiczniejszych w polskim popie prawie jak zespół roan, zwłaszcza próbowała, jak pamiętam, dopasowywać usilnie muzykę do słów. najgorsze, że to się sprzeda podobnie, jak relikty połowy lat 90. właśnie reaktywowane: piasek, goya. muszę napisać monografię polskiej sceny pop, ona nie ma odpowiednika w całym bożym świecie!
a tymczasem edycja tysiącstronicowa dzienników eliadego, perfekcja, która mnie chroni od szaleństwa – to i jeszcze >zadzwoń do mnie i uratuj mi życie<; i jeszcze będę spać wśród oparów akrylu (teraz wszyscy wiemy nieco więcej o farbach), ponieważ namalowałam sobie ładnie, od szablonu, koszulkę z mozzerem, kiedyś w wolnej chwili zrobię zdjęcie, akrylowi i mojej arktycznej, cyfrowej czuprynie (jak pięknie brzmi słowo: czupryna. numer dwa po DOKUCZAĆ), przepraszam, ale dzieje się strasznie dużo istotnych spraw a zwłaszcza niedobrych i ode mnie mało zależnych, o czym nie można mówić, należy milczeć.
save me manchester, levenshulme (czytaj „lewensiulm”).

co za obrzydliwy sentymentalizm, ale to jest coś, co zawsze mnie wzrusza, bloki lśniące wschodzącym słońcem, różowo – oranżowym, w mroźnym powietrzu, soundtrack joy division, the smiths, depeche mode (z okolic 1986), jeden z najfajniejszych kadrów mojego życia, który jak to miło, gdy czasem się powtarza, poza tym ostatnio aż dwie rzeczy mną zatrzęsły w posadach tzn. „bin-jip” (koleżanki mają rację) i „the queen is dead” jarmana – dojmująca nostalgia w czerwonej cegle i powolne intro do dionizyjskiego madchesteru, patrzę jak zaklęta, to znaczy wiem, że jestem więźniem marki, ale co z tego, przecież każdy z nas ma listę marek, do których jest przywiązany i nazwisk, którym wierzy w mniejsze czy większe ciemno.
panuje symulakra, a w mojej drugiej szkole uczą pani anna wintour i pan sam fogarino

czy wiecie, czym interesuje się powszechnie polska młodzież, to nie do wiary, ale teatrem. nowa matura zmienia znacznie więcej niż ktokolwiek obawiałby się w najśmielszych snach.
[ts. cocorosie, nowy album jest rozkoszny zwłaszcza duet z antonym - to jest rewers nobliwych audycji kydryńskiego, który próbuje lansować nową piosenkę autorską, a i tak wychodzi mu sting - gdyby któraś z kydryńskich wokalistek się zwichnęła na nowojorskie hipsterstwo, paliła szlugi, ścięła bujne loki i zadawała się z takim subwersywnym raczej towarzystwem to wyszłoby właśnie cocorosie. a drugie - plądrofonię w modzie wymyślił już ktoś? naszyłabym piracko na jedno ubranie trzy różne metki. oczywiście jak najsłuszniejsze metki.h&m = oczywiście hermes&moschino]

nylon

21 komentarzy

cierpienie i, k*wa, wypoczynek – no właśnie, zasypiam już w wannie – budzi mnie zimno i osowiały kręgosłup, wszystko szwankuje, drastyczne sceny z życia codziennego, wstajesz ciemno, wracasz ciemno. cool as fcuk. tramwaj na kurdwanów, to jest sprawa, wczoraj kompletne oszołomienie, pasażerka bardzo podobna do porsze i ej, co za stylizacja i – - czyta nylon!! to jest moje osiedle! pękałam z dumy ale sama się skurczyłam jak ubożuchna krewna, sixteen clumsy and shy, tego mi właśnie brakuje – kontrolowanej niedbałości. co mnie cieszy? nowa płyta pati yang jest w czołówkach list sprzedaży – co za miła niespodzianka – to znaczy, że w pl muzyka staje się w ogóle elitarna i dla wąskich kręgów – jakakolwiek muzyka, poza oczywiście melodiami z komórki; cieszy mnie też np. że w końcu nie marzną mi dłonie, noszę rękawiczki, cieszy mnie, że manchester już wkrótce, żebym jeszcze tego dożyła, z każdej strony zasadzki, sen w wannie, ptasia grypa oczywiście w rumunii, takie tam.

tak – chyba pora przeprogramować się. może można nie spać i nie robić też wielu innych rzeczy. za jasny plan działania mogłabym oddać ostatnią nerkę, bo ja nadal nic nie wiem, kompletnie nic nie wiem i strasznie się miotam i wszędzie ekwilibrystyka organizacyjna. mam w głowie terminarze terminarze. tak tramwaj wygląda jak metro na swój sposób-w domu można jak w chungking express porozmawiać ze sprzętem agd. bo nie można robić nic innego, prawda, najstraszniejsze jest, że nie daję rady dowlec się do wieży a przecież znalazłam w komisie ‚closer’ i mam już oryginał- pan z komisu pytał: jeśli pani lubi joy division, to może także jointy? a drugi obok: przepraszam za kolegę. tzn słuchałam w tramwaju complete bbc sessions the smiths, które są bardzo apokaliptyczne i morrissey dużo w nich krzyczy, najbardziej podoba mi się tam ‚reel around the fountain’, słucham czasami rano kiedy jadę bardzo wcześnie przez dotykalnie gęstą mgłę, nic nie widać, wciąż mam w odtwarzaczu tych smithsów m.in. dlatego, że nie miałam czasu zmienić płyty.
[będę musiała robić badania terenowe. ha, ha.]

myśleliście, że to dzieje się jedynie w powieściach heleny mniszkówny, ale ja jestem naprawdę poważnie chora ze zgryzoty, objawia się to somatycznie dokuczliwie a tymczasem jutro łacina – historia architektury i whatever coś tam najbardziej jestem zadowolona z tak posępnych i emanujących podskórną drapieżnością elementów programu jak wielkoformatowa sztuka bizantyjska, a dlaczego, ponieważ będą się odbywać wieczorem i przez neonowe miasto będę iść nieco zastrachana i z parującym oddechem, to mój ulubiony efekt wizualny. poza tym, że w takim stanie jak mój, na uczelnię nie powinien chodzić raczej nikt – to nie może się udać, to się kończy źle i nazywa się autoagresją organizmu. właśnie wymyśliłam prezent dla mojej siostry – dość wywrotowy, mianowicie torbę barbie – baletnica (ja tymczasem zostałam obdarowana torbą ben sherman formatu omal walizowego z uk i do tej pory nie wyszłam jeszcze z zachwytu). takie akcesorium w mieście – to jest właśnie odwaga, choć z drugiej strony, tvp1 powtarza nieśmiertelną „szkołę złamanych serc”, gdzie jest na co popatrzeć – wszyscy wyglądają jak, normalnie, emf.


  • RSS