schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

wszystko działa, samolot przyleciał zgodnie z planem, wiadomość sezonu, wiadomość nowego eonu, uratowani. the stars shine bright, flashlights+explosions, fanfary, halcyon&on&on. ranyboskie, ja nadal żyję. do tego przygarniam sierotkę, oddam mój pokój obdrapanym kolumnom bardzo dużym i panu telefunken, to niezwykłe odkrywać na nowo możliwości dźwięku, winyle czekają, membrany drżą z niecierpliwości i teraz już można niczego więcej nie chcieć, a to przecież skromne tak naprawdę życzenia.

jaki to zabawny zbieg okoliczności z tym tzw. czasem sakralnym – uczę się o takich rzeczach, a potem jakieś niezależne ode mnie sprawy mi robią kawał i okazuje się że pod koniec grudnia najprawdopodobniej zamienię chaos na kosmos. po drodze skończyłam badania terenowe, kilkakrotnie w ostatnim czasie uprowadziłam moją sąsiadkę fean i zaliczyłam rave stulecia, z takim efektem, że przypomniał mi się hit dzieciństwa absolutny, nie zgadniecie, że „destination eschaton” the shamen, myślałam, że to ma coś wspólnego z np. tutanchamonem w 1991 i teraz nie jestem w stanie słuchać niczego innego chyba, że new order, poza tym soulseek – internet mnie potrafi tak ucieszyć, że zamiast spać licytuję się na znajomość zespołów. nei znałam northside np. – wbrew posępnej nazwie to nie black fuckin metal z kaszub, a poczciwi epigoni stone roses z tekstami wyłącznie o narkopstrykach. na przykład takie wynalazki. poza tym z mojej szyi zwisa lśniący sopel urodzinowy, powstały o nim dwa scenariusze, pierwszy umiejscawia mnie w fińskiej bajce, a drugi w scenerii postnuklearnej wśród wiecznej zimy i jeszcze http://allegro.pl/show_item.php?item=78099890, to jest moje marzenie. ja chyba cierpię na nieuleczalną nostalgię i potrzebę fluorescencyjnych kolorów.

tekstylia, przeglądam niewinnie nme, a tam kate jackson z the long blondes (ikona stylu? od trzech lat wszystkie wyglądamy jak ona, rychło w czas!) nosi właśnie koszulkę z urban outfitters z niedawnej notki. znajcie mój ból. podwójny, bo przeżyłam to samo, co lms. nie wiem, jak to się stało, naprawdę. one zniknęły. drugie w tym roku, rekawki, ktore widzialy ze mna manchester,w ktore wlozylam serce i dusze, a one mi zlazly w niejasnych okolicznosciach z rak!!!
próbowałam słuchać płyty zespołu xiu xiu, o której pisano w samych superlatywach, a ja z tego punktu chciałabym ją wszystkim odradzić, ponieważ to jakieś trzaskające w wysokich rejestrach rzygi, po prostu nie do zniesienia. nie sądźcie, że nie mogę podołać nietypowym dźwiękom, wiadomo, że to nie o to chodzi, ale „- muzyka to kolaż post-punka, synth-popu, Detroit techno, folku i noisu.”, napisano w recenzji, to nieprawda, tam używa się efektów takich, jak tykanie zegara i pisk, potrzebowałam pomocy, to jedno z najbardziej wstrząsających i przykrych przeżyć ostatnich dni, och i to jeszcze w dniu utraty rękawiczek, moje oczy spłyną łzami, i tak już wypływają od przepisywania kwestionariuszy doszczętnie, po porannym malarstwie gotyckim już wiem, co znaczy światłowstręt, dlaczego w tym musiał uczestniczyć projektor, mało, że skatował mnie monitor? chcecie, żebym przestała lubić komputery?
[ts. reanimacyjnie - screamadelica. niebiańskie harmonie].

zastanawiam się nad wydzierżawieniem przymierzalni w h&m. mogłabym tam mieszkać, jest przyjemne światło, lustra sprawiają, że powierzchnia wydaje się nieco większa, mogliby wyprodukować też przenośne, żeby w wolnej chwili możliwe było znalezienie się w przestrzeni zamkniętej na przykład na spacerze na brudny salwator w przerwie między lekcjami. praca wre! oh my mind, where art thou. ts. no new york.


  • RSS