schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

ale ktoś przesadził:

http://www.allegro.pl/item94861915_nowosc_dieter_bohlen_provocation_30ml_edt_damski.html

——

[mieszkanie z lms jest super. ostatnio nawet razem chorujemy - deeply connected].

pod moim oknem kręcą się właśnie sataniści, zmieniony czas trwa i trwa, po wczorajszych błogich urodzinach sylvii w towarzystwie międzynarodowym powrót febry, drgawki, leki, kara za lekkomyślność, sukienki, superstary. i chyba koniec sezonu grzewczego – a to nierozsądne. w każdym razie czas graniczny, faza liminalna itp. dzisiaj wprowadza się claudjieh i oto halcyon days, pora łagodności, której symbolem niech będzie smoothie-maker. w tej przedwieczornej godzinie chyba zajmę się pożyteczną robótką, czekając na zajęcia interiordizajnerskie, myślę o towarzystwie wstążek, koralików i innego zbytku. będę ćwiczyć spojrzenie vermeerowskiej koronczarki.

powiedzcie, proszę, kim jest john wishot, przeczucie mówi mi, że to mistyfikacja roku (może człowiek ze zdjęć to jan wyszkowski, który owszem i był w chorwacji – na wakacjach z rodziną, i owszem zanurkował sobie, może przypadkiem?), och, nie lada to zagadka.
wczoraj lekarzu, lecz się sam, bardzo niemiłe, maniakalne przejścia, demoniczna pani doktor zapodała mi taką głeboką sugestię, że czuję, jak z godziny na godzinę moja tarczyca gwałtownie się psuje. nauczyciele poszli na wagary. chyba idę poobrywać bazi.

to jest tak niewiarygodne że nawet wiara w moc pisma po prostu mnie trzepnij w głowę bo nie uwierzę, będę mieszkać z letmisi właśnie foldery, rary, zipy piętrzą się w pokoju naprzeciwko. w głowie rozpędzam się, biegnę, szeroko uśmiecham i wciąż deeply depeche – z CzKZCSDM* ściągamy speak&spell, spiewamy dreaming of me, oglądamy „sida i nancy” i zasypiam na filmie po raz kolejny, och. wśród brzydkich fresków sarenka drapie się za uchem za pomocą tylnej nogi, ale to przez tą sarenkę teraz jestem strasznie przeziębiona, mogę bredzić (fajoskie słowo) w gorączce, pociągać nosem, proste przyjemności, codzienne radości, lubię sobie czasem przestawić jakiś mebel, albo zrobić >>mebel<<.
a flunk zrobił najlepszy madchester anno 2005.

*oczywiście, że to wcale nie trudny do rozszyfrowania kod

|||

2 komentarzy

„pracuję nad tym”.

i tak zostałam trendsetterem, dziś jestem odpowiedzialna za hit wydawniczy – h. biegeleisen, „lecznictwo ludu polskiego”, z dającymi do myślenia ilustracjami, reedycja książki z 1929, dla odważnych. to raz; dwa, że z koncertu bezimiennych amerykanów, którzy przepoczwarzali się z ziggypopowanych strokesów w becka z beatboxem trafiłam wprost na parkiet przy „daft punk is playing at my house”, po czym trzęsąc się z fn na mroźnym wietrze – polar bear, the wind is killing you, a potem marznąc, cierpieć z zimna, sztywniejących kończyn na tzw. zajęciach w terenie, które bawiąc-uczą. prozac życia. naprzeciwko mojej szkoły powstało coś niezwykłego – chyba wszystkie żelki sygnowane nazwą haribo aktualnie będące w sprzedaży i, o niespodzianko, ku zaskoczeniu, także na sztuki dzięki czemu poznałam och! – boską jedność, lukrecja i mleczna pianka, zebra za 70 groszy!
ts. songs ohia – magnolia electric co

pod oczami krążą mi millefiori, to mogłaby być życiowa specjalizacja. znawca millefiori, kiper herbaty. fn zapytuje, po co mi internet, jak mnie na nim nie ma i ma rację, bo ja chciałabym więcej internetu, chciałabym umieć korzystać z komunikatorów i nie zapominać, ale przecież tak naprawdę po co mi dom, jeżeli i tak mnie w nim nie ma, chciałabym „tak jak normalni ludzie po pracy zająć się swoim hobby”, a moje hobby to chyba sen. rozmawiałam dziś z kolegą, który uczestniczy w życiu kulturalnym i kręgach znanych mózgów i znanych królów internetu, dyskutuje w londynie, bywa w bunkrze i wtedy uświadamiam sobie: o wszystkim się dowiaduję ostatnia, ofak. już nic nie potrafię jestem dalece nieaktualna, nie wiem, jakie fajne płyty wychodzą i takie, wczoraj słuchałam płyty z 1986<1998, dzisiaj z 1991, nurzam się w obmierzłym musieć. fajne rzeczy(książki, wystawy, takie; największą radośc sprawia mi to, czego obrazem ikonicznym są ciepłe kapcie-pieski) też są musieć; może millefiori nie, to mi daje właściwie szansę jako historykowi sztuki. chcę nic nie mówić, tylko żeby myśli projektowały mi się samodzielnie na czoło, a ja mogłabym uniknąć trudnej i żmudnej werbalizacji. pora nauczyć się na nowo składać ładne zdania, dobrze się ubierać i trochę się wylansować. nie gniewaj się fean, nauczę się istnieć, każda upadająca cywilizacja ma w swoim kręgosłupie cholerną kolumnę dorycką.


  • RSS