schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

konfrontacja po dłuższym czasie z tv muzyczną to zawsze niebywałe przeżycie, niezawodne. oto na przykład blogowi 27 udała się sztuka, która nie wyszła nieszczęsnej ali janosz kiedyś, to znaczy kopanie w stronę kamery i wizerunek złych, gotyzujących emo dzieci, ale na takie twarze szpetne to trzeba robić casting, albo selekcję na uglypeople, może zawiniła reforma szkolnictwa, nie wiem, ale to nie boli mnie w takim stopniu jak fakt, że jakieś pokraczne i niezdolne kobiety usiłowały zaśpiewać „we don’t have to take our clothes off” jermaine stewarta, a to kompozycja równa wczesnej whitney i majkelowi po prostu jak murzyńskie komedie z lat 80 dziejące się np w boże narodzenie, piosenka z wypożyczalni video, budząca najlepsze skojarzenia, a im się wydaje, że można to zagrać w dyskotece kameleon, przepraszam, ale nie. jeszcze jest zespół groove coverage, który z uporem maniaka reaktywuje obleśny rokendrol lat 80, taki z filmów dla młodzieży, gdzie występował zbuntowany pudelmetalowy zespół śpiewający o sobie i swojej muzyce, dzieci joan jett, sebastiana bacha ze skid row i w rytmie rocka z judy jetson, więc właśnie ten zespół discodeutsch oraz doda grają muzykę, która nie ma prawa bytu.
oglądałam dziś film o godzinie 5 rano:

photo.jpg

przesliczny, zwłaszcza daje do myślenie fragment z yakuzą z kupą na głowie,
a potem dostałam największej narkolepsji ever i przez 40 bitych minut we śnie odrzucając oświadczyny milionera i planując wielkie przyjęcie urodzinowe dla ksz z zaangażowaniem międzynarodowej załogi, orkiestry chyba normalnie sun ra arkestra, konfetti i mrożonego sernika ultralite.
—–
może ktoś wie, bo umrę na earworma, o co chodzi z piosenką taką w stylu weselno-nostalgicznie życiowym z tekstem „daj, daj tej dziewczynie czyste plecy”, chyba że to jest halucynacja spowodowana atmosferą w byłym peweksie obecnie lumpeksie, bo tam ją zagrali; ostatnio były hity bollywood.

zespół o nazwie serce, jak bezlitosna książka dla dzieci(?) de amicisa-trafiłam, nie znałam; wcześniej nearly god i letni przebój, który nieoczekiwanie i wbrew mojej woli zaczął mi się podobać; wszystkie decyzje podejmowane w ciemno okazują się być słuszne.
będę oczywiście za chwilę przestawiać meble. wciąż to robię, jestem dziewczyną o duszy tragarza, byłabym zemdlała w obcym mieście chyba trzykroć z tym bagażem, na pewno co najmniej przekraczał limit samolotowy. po czym włosy z „pani” zrobiły „ciebie”, a potem na wiśnie, na jagody, na targ.

geniusz

2 komentarzy

„jest wielki, choc stary”, hah
przed chwila zakonczylam sen o trudnej probie zapiecia sznurka korali, udalo sie

wiem, czego w zyciu juz na zawsze najbardziej bedzie mi brakowac, zakupu nowych podrecznikow i zeszytow. czekam na nowa ramowke telewizji i nowe kolekcje w sklepach odziezowych. na biezaco ciesze sie ze spotkania z moim chlopcem. naprawil mi rower i dzieki temu pojedziemy gdzies, gdzie jest chlodno.

godzina przebudzenia zawsze waha sie miedzy 7:55 a 8:05, za wszystko placi sie 3 euro albo 14 euro. wszechobecny zen, tak sie nazywaja magazyny, kosmetyki, bary i herbaty. odkrycia, pylones, przypomnialam sobie muji i wzielam katalog, guerrilla store cdg jest calkiem czerwony, przywoze mnostwo, mnostwo katalogow, zrywam plakaty, wypraszam materialy promocyjne, jestem krolem smieciarzy

darger.jpg

zasadniczo nie bylam na malcie w tym roku ale zrekompensowal mi to ojciec wszystkich freakow, mesje darger i good&holy siostry vivian

klatka schodowa przywodzi na mysl „chimerycznego lokatora”, a w mieszkaniu oszczedny design, arne jacobsen, dziela zebrane levi-straussa. paryz to wielka straszliwa wyzymaczka, doswiadczamy tego nieustannie z kolezanka b. snujac sie po barwnej kalejdoskopowo naszej dzielnicy 15 i umykajac co zwawiej przed oslepiajaca, zmierzla barwa marmuru w dzielnicach nobliwych. przymierzylam czarny beret. czuje wspolnote metafizyczna z francuzkami, gdyz ich glowny sadzac po witrynach aptek klopot to opuchniete konczyny. slonce wysysa do cna sily zyciowe, ale walczymy, smiejac sie w nos upiornym okolicznosciom, w jakie rzucil nas los, banksy sie na mnie zaczail dzis np. muzyka i wino sa tanie, koszulki cacharel dodawane do prasy, francuska klawiatura nie tak trudna w obsludze. a to jest lepsze niz kabala i scjentologia, lepsze niz lindsay lohan, nabaztag jest moim szefem prezesem oraz guru.
ts. carina round za trzy eura.

androgyn w mzk tychy, termofor, groszek w wasabi po czym w panice zbieramy rzeczy i juz w krakowie inicjujemy kolektyw the homeless i przychodzi do nas artysta znany wcześniej jako prince-kiedyś zobaczycie normalnie, kultura karnawału, homo ludens, musztarda i zimna płyta. po czym wstrząsa mną jan dzban oraz gazeta darmowa z apteki, z bożeną dykiel, moja nowa pasja chyba. w innej aptece pani farmaceutka opowiada, że najlepiej wypadli scissor sisters i ladytron. następnie, jak zwykła mawiać pani ula w domowym przedszkolu – wszyscy oprócz mnie pamiętają o moich imieninach, dostaję najładniejsze spośród prezentów, technokratyczny licznik menschmaschine z prędkościami i kaloriami i królika, który dostał narkolepsji i zasłabł od słońca, choć nosi czapkę czyli jest moim soul brother wręcz. zaświętowaliśmy to „szampanem lepszym niż dorato”.
z epicentrum wydarzen już za kilka godzin przenoszę się do paryża. agent provocateur. fiorucci (!!!). loulou blue („pachnie świętem zmarłych”). jestem tylko kookajetką. huh.
ts. wiley, treadin on thin ice, shystie, diamond in the dirt, tv on the radio, return to the cookie mountain. whothe fcuk is plan b? czytałam nme i nie zapamietałam nawet pół nowego wykonawcy.

[oczywiście że forza italia! - jednym okiem tu drugim tam]
szokująca wiadomośc jest taka, że transparentna czarna rajstopa, adrianna biedrzyńska, promuje swoim nazwiskiem markę bench, a może odwrotnie, ale w każdym razie chodzi o to, co o tym sądzą eskiboys z na przykład lovely levenshulme, bo mnie to wprawiło w osłupienie. potem joanna kurowska vs golddigga i grazyna błecka-kolska as fcuk.
mam nowy pokój, do którego weszłam, jak amerykańska nastolatka, przez okno, wy też chcieliście mieć zawsze domek na drzewie i cb radio z puszki, jestem pewna (tak jak być w szkole popularnym. albo przynejmniej redaktorem gazetki). ukończyłam moją chlubną pracę dotyczącą antropologii pamięci, w której posiłkowałam się liczbą kilkuset wywiadów, persepolis, pamięcią fleszową, witkowskim, psl konteksty, dynastią, polskim zoo i płynem lugola. na klawiaturze wytańcowują mi się palce. muzycznie najbardziej jak odkryłam podobają mi się szlagiery haciendy, słoneczny rave, groovy melodia, czarne wokale, voodoo voodoo voodoo ray ray ray ray ray. i jeszcze taka piosenka pet shop boys, którą chcę na winylu.


  • RSS