schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

przyjemne zimno, dobre, miłe niespodzianki, dziwne rzeczy. w końcu zobaczyłam braciszkowego bloga, zachwyt, wyszła nowa edycja piotrusia pana właściwie, przypatrywałam się jej w każdej napotkanej księgarni. pracapraca i spontaniczne decyzje, kupiłam sobie coś, co nazywa się sos pieprzowy i jest perfekcyjnie azjatycko ostre, och, spodnie z wysoką talią, kontrowersyjne, bardzo słucham iana browna. chłonę chłód. „kapryfolium wpełzające z ciemności” prześladowało mnie jak od dawna nic nie miało okazji. miałam sen całkowicie po włosku.

2237_2.jpg

matyldo-zofio bodakowska, ja też chcę taki płaszcz, włosy, mimikę, głos, kolorowe pończochy
kiedyś zrobię tak, że przez cały dzień będę oglądać filmy psychologiczne z lat 60 na kino polska, wchłaniać kolory, inhalować muzykę zadłużoną bezpośrednio u erica satie i ton głosu aktorek.
off fest: banco de gaia i rave, strasznie 90, śmiech z samych trzewi, zdjęcia przypadkowych głupich bioder, rodzeństwo-wielkie wesołe miasteczko, karuzela zgrzytająca. impreza pod patronatem szczerbatego chłopca z grzywką, w swetrze z anilany, który zjeżdża na dupolocie po hałdzie węgla i bawi się na torach kolejowych – on wszędzie się gdzieś tam w powietrzu unosił. bardzo piękne święto. jadę na jakieś badania terenowe i straszą mnie wykupionym wyżywieniem, boję się, powaga.

szczwany plan wykonany, choć wiedzcie – to jest nielegalne, nie powinna siedzieć teraz przed komputerem, trochę szkodzę zdrowiu, wypływa mi z wolna lewe oko, przez to oko mknięto rowerem do malborka i gnito w warszawie centralnej [moja wina?]. „wiesz, po drodze spotkaliśmy pudwągi”, to jest czas święty i czas świecki, z czego w tym pierwszym jest miejsce na sen na czyimś polu w morzu mgły i na gramolenie się na śliską ścianę bunkra i przeprawianie się przez błotnistą krainę zamieszkaną przez mroczną omszałą sektę, nawet na spożywanie soli, której mi za bardzo nie wolno. pills’n'thrills z winyla. błyskawiczny sen, a w nim coś, co się nie różni od świata na tyle, że obudziło mnie własne zdziwienie.
krople do oka. chyba mi raczej umierają poza tym ultramarynowe superstary. znajdę wam godnego następcę. i nie wiem, to ja nie mam poczucia humoru, ale dlaczego smutny jest ktoś, kto je ma?
hollinghurst, linia piękna -wymiata. jane birkin, fictions, w roku 2006 jednak powstaje fantastyczna muzyka, zwłaszcza, że kasabian będzie.

knuję szczwany plan, bazgrzę długopisem po mapie zasięgu sieci idea, jest mode on wakacje, takie najprawdziwsze, ostrężyny drapiące nogi, komary nad wodą, piegi, przyglądanie się zawartości łąki, kontemplacja robali. trzy igły w brzuchu, dwie w przedramię, dwie w nogi, the band of holy joy-wzięli mi się znikąd i od razu stali się dla mnie szalenie ważnym zespołem brzmią jakby rough trade meets world serpent, i bernard butler, people move on, najczystsza krew britpopu.


  • RSS