schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

to nie pierwszy dzień, kiedy a/komponuję odzież wyłącznie w kolorze szarym/petrolowym, czy to szlachetność i zen czy raczej mundurek industrialny? ufundowałam sobie nawet tani płaszcz gsusa w tymże kolorze, już wiem, jakie to będzie miało konsekwencje – taki jeden przypomni mi, że mam odeń dyskografię frontu 242 i że to soundtrack do płaszcza. a tu mogę słuchać wyłącznie jednej piosenki – „do it better” mondays, ma skomplikowane słowa: good good good good doubledoublegood, doubledoublegood! (niesamowite, jak wiele osób używa ich, żeby się przedstawić w swoich róznych tam profilach) oraz próbuję sił na tablecie, a on obnaża moje głupie nawyki, pora się nauczyć, że rysunek, aby był ładny, nie musi składać się z miliarda kresek. z rysowania bez większego zamysłu wyszły mi: zakonnica, dziecko z czarną głową, gdyby jakiś znawca się zawziął, to mógłby się dopatrzyć echa przedszkolnej traumy(bloże, kazali nam jeść drugie danie na talerzu z resztkami zupy.)
od jutra wracam gdzie moje miejsce.

*spam o takim tytule!haha!

jupijupi, zapamiętuję sny znów, od niepamiętnych czasów nie udało mi się to, a tu dwa razy pod rząd: najpierw lądowanie samolotu na dachu w wenecji, a potem wykrycie, że prezydent nasz potajemnie wykonuje wyroki śmierci, czego dowiaduję się na kolonii dla młodzieży w bułgarii. w tejże kolonii uczestniczy młodociany shaun ryder. to lepsze niż przebieranie się w kostium jaszczurki w siedzibie portalu internetowego!

dziś zamierzam oglądać beavisa i butt-heada. w swojej bezkompromisowości posuwam się nawet do wytrzymania występu zespołu tanecznego >>hand to hand<<, oni mieli wszystko – koszulki futbolisty zdarte z nicka cartera, frędzlowate stroje jak dla pocahontas. oglądanie tv z doskoku i na chwilę przynosi takie właśnie znaleziska. ponadto wesołe marznięcie na świeżym powietrzu, rześko i raźno, bardzo się ubogaciłam w winyle i tylko czekam, aż pod igłą zachrupie t.v. sky!

[a maciej maleńczuk, debil cekiniarski, rzecze w starej gazecie, że "lto się załapuje teraz na jakieś britpopy, ten się obudzi z ręką w nocniku", i oto jak milenium zweryfikowało jego czcze pogróżki.]

take5*

8 komentarzy

ojej, z zasięgu wzroku zniknęli wszyscy pracownicy portalu internetowego! czuję się bezkarna. czytam to. przechodziłam obok targu, przy którym widniała tablica głosząca, że interzita (….) alcoholului i słusznie, bo w 2006 mogłam mieć wobec siebie liczne zastrzeżenia. tymczasem 2006 się kończy, a ja mam potrzebę symbolizacji wszystkiego co możliwe, więc oto koniec z wszelkim syfem. wszyscy mówią, że noworoczne deklaracje to picnawodę, ja mówię, że nieprawdą jest.
dobry film; można zemdleć, zaręczam.

* northside!!

fc haribo pany

1 komentarz

jakaś pomysłowa, ale zasadniczo świnia umieściła w mojej skrzynce na listy paczkę paprykowych chipsów prawie pełną i bardzo się kruszącą, zakruszyła list do krakowian od pana prezydenta oraz reklamę studia paznokcia. wszystko ok, tylko czemu taki szajs spożywczy, chipsem paprykowym gardzę, fe. ktoś chciał zrobić prezent gwiazdkowy biednym dzieciom, ale jakby kumał bazę, to wrzuciłby to:

301238_p1.jpg

fc haribo pany!
[dzieckiem będąc napisałam kredką na murze: gks psy i pany]

zamierzam zrobić już wkrótce coś pretensjonalnego jak diabli. włożę _szary_płaszcz_, włączę _joy_division_, będę patrzeć na _szare_bloki_(!!!) i wypuszczać parę z ust, gdyż jest _ZIMNO_(!!!). przekraczam stężenie gówniarstwa, ale chyba bardzo tego chcę, słyszę pensjonarski chichot z duchu. nic, tylko płatam figle: włosym sobie obcięła sama, ściągnęłam osobliwą muzykę (minny pops), claudia mówi: self-designer! i wręcza perfumy o nazwie equal love.
przekręcam wszystkie możliwe słowa jakie widzę i na przykład, stoi w katalogu: portal puławy, a ja: portal plugawy. i zdizajnowałam bloga w godzinach pracy.
————
[minny pops są mniej irytujący nież piotr rubik, lecz bardziej niż marcin kydryński]

w ldn tylko rave, każdy uczestnik z innego kraju, w tle charlatans – grali dzień wcześniej, ja się zagapiłam; mam overload przeżyć, muszę nauczyć się relacji na bieżąco, jakby skończyły mi się słowa. mam zdjęcia. piłam yoga bunny detox. obezwładniający kalejdoskop wszystkiego. tymczasem kusi mnie brakoróbstwo i oto w tle w pracy piszę se bloga, słucham stockholm monsters.

jest letmisi, nareszcie, nareszcie. zen w błękitnej polewie.
pisze siostra: „LUBIĘ DZISIAJ.” ej.

clipol, no dobrze: wiesz, rozumiesz! – duże stężenie dezertera i innych, którzy nigdy jakoś nie dostali swej szansy na zajawienie mnie, a trochę za smarkata jednak byłam na śledzenie na aż tak bieżąco latawcy, malarzy i żołnierzy i tubylców betonu – i tego żałuję. za krótkie włosy na potargany lok, za krótki rozum(?), sweter na getrach tak, ale w biedronki, biżuteria eko raczej nie, nie bujałam się w żadnym z członków zespołu proletaryat ani the days i zostaje mi uśmiech numeru li jedynie. jutro london town, a ja jak zawsze w rozsypce i każdy autobus wozi mnie nie tam, gdzie trzeba, wszystko leci z rąk i z mózgu nawet jeszcze bardziej niż zwykle. może gdyby rewind do 1994: okulary oakley do garsonki (dziwią się styliści elle), edyta górniak, pracoholizm, makijaż dla „pór roku” byłabym żwawa właśnie teraz, ale 2006 to the knife portale internetowe intensywna gimnastyka i wszechobecna dezorientacja.

machina (mam o niej coraz lepsze zdanie) wieści powrót rejwu i e, o czym schludny od pewnego już czasu nieprzerwanie trąbi, mamy na to dokumenty, że byliśmy pierwsi, my w sensie nosiciele neonowych plurowych bransoletek, a niektórzy wręcz koszulek my little pony. że niby nowym rejwem ma być jakis zespoł klaxons, o którym wiem, że istnieje i się nazywa; na pewno jednak używają charakterystycznej takiej samej jak wszyscy inni gitary, więc ostrożnie polecałabym jednak shamen. zwłaszcza, że mają rekomandację wykładowców uju. mnie się podoba też world of twist na składance beza, to cóż, że ze szwecji – moje włosy są teraz nie wiem, jakby z bardzo dalekiej północy, więc może oraz książki pana ludwika jerzego kerna, skąd tytuł. skoro ma być rave oraz plur, to domagam się, żeby zaczął się wreszcie 2007.

w zimnych wietrznych katowicach, gdzie kupiłam podręcznik do niemieckiego:
sio: wiesz, blog 27 się rozpadł.
ja: tak, teraz tola nagrywa sama.
sio: a myślałam, że cię zaskoczę, oglądam program taki mniej więcej jak muzyczna jedynka!!
[w muzycznej jedynce pewna baba śpiewała "tam paryż, londyn no a tu mój facecik z psem", występował także sławek starosta i bohdan smoleń z przebojem "żorżeta, kobieta jak rakieta", wszystko pamiętam.]
chciałam oddać krew, a pani w krwiobusie na to, że jestem na takie atrakcje za chuda i nie wiem, czy mam się tym pochwalić na forum o celebrities, takim, gdzie czytelnicy sie mierzą?


  • RSS