schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

to mogło być może i marimekko, w każdym razie solidna skandynawia, zasłony, które mogłyby u mnie zawisnąć, gdyby nie kompozycja kolorów: różowy majtkowy/różowy szaletowy/różowy pończoszniczy. więc nie zwisa. zresztą cała ta tania odzież, chyba ich obłąkało do reszty, sprzedali ideały tłuste szajblery i już nie są tani. a mi w głowie tylko wzornictwo przemysłowe.

jutro tvp1 o 9.30 nadaje pewien bardzo istotny dokument, w którym kluczowa jest scena wsuwania baraniego oka na urodziny, kto wie, może zmieni i twoje życie? nawiasem – ostatnio reaguję osobliwie na sceny przemocy w filmach i słaniam się jak nie przymierzając nadwrażliwa pannica (choć „ostatni król szkocji” zdecydowanie super), czy to może być wina inferior potassium?
imprezy z kochanymi somsiadkami z klubu grzywek kończą się właśnie następująco, że budzi się w ramionach przygodnego królika, który na dodatek nosi przypinkę z peterem andre, zapętla piosenki z lat 90 i wpada w neverending zen.
wszyscy muszą słuchać tego; dobre zespoły, jak to często bywa, mało kogo obchodzą i tych pewnie też nikt nie będzie za bardzo lubić, ale w smutnych muzycznie latach ’00 to jest właśnie ekstraklasa, która bezlitosnym bitem zabiła całe indisrindi. voila, the kbc. wreszcie i polytechnic coś powinni, jestem ich cichym kibicem. tymczasem lp klaxons pozostawia mnie jeszcze bez zdania, to znaczy, oni i tak są jednak lepsi, i nie naruszyli atlantis to interzone, ale nagrali także i niepotrzebne piosenki i boleśnie okaleczyli świetną eksplozję zgrzytów i dysonansów, jaką było four horsemen of 2012, och, fe. czasem jednak słucham, co tam się nowego święci, niech będzie, ale interesują mnie chyba najbardziej „mroczne bity”, jak powiedział gimnazjalista w tramwaju.

mieszkam gdzie-indziej gdzie ściany są pomalowane doskonale i równo odcięte od sufitu, trzy z nich niebieskie, a jedna kwasiarska i „czy to nie jest megalomańskie stawiać sobie łóżko na środku pokoju”, pyta fn w dniu, w którym słuchałyśmy chińskiej muzyki, a co rusz wkradały się rzeczy smutne z internetu (teresa teng i leslie cheung, i nawet królik oolong – już nie ma ich na świecie). może pod grzywką jest, a ja nie wiem o tym, przezroczysta czaszka, i wszyscy widzą mój smutny, głupi mózg.
z okna mam widok na trasę szybkiego ruchu i bardzo rajcowne dachy autobusów wszędzie światło układa się tak jak należy i tak samo robi dźwięk. chyba siedziba zenu absolutnego; cl, jak się podoba?
sa odkrycia,klasyk totalny, the gossip, państwo kalinowscy – kątem oka w tv: ujmujący starsi państwo, którzy nieustannie chodzą do kina i co więcej, wszystko katalogują. dziewięć tysięcy filmów wyłącznie w kinie w połączeniu z troskliwością gestów i słów, przypomnieniem, żeby zawiązać szalik, bo wieje – bożedrogi, to para wzorcowa! – pomyślałam, bo i tak się złożyło, że akurat się zdefiniowaliśmy z ksz ostatnio, jak to bombardujemy dyskografiami i datami wydania kolegów i koleżanki oraz siebie wzajemnie. uśmiech.
a to = jerum pajtasz! [porcięta! piętrowskazywacz! muszę dopisać czym prędzej, cośmy z fean znalazły w książce z przepisami - rombarbarum i szmorn!]

o, gsus.

a poza tym, przede wszystkim, prestiż. co za film – niewiarygodny, precyzyjny, bez zbędnego wątku, bez potknięć. nic, co możnaby przewidzieć, nawet tysiąc filmów wcześniej znawszy – czyż nie takie powinno być kino, że olśniewa, zachwyca i oszałamia [recenzja definicja: "scarlett się nie rozbiera ale i tak 9/10", pisał fresh, u mnie 10 - taki gorset zobaczyć i jeszcze marudzić?]. zachęcił mi się mózg do fermentów, słyszę podszepty: działaj i zobaczyłam nowe rzeczy zupełnie idąc przez ponurą wieś postindustrialną koło katowic, była tam niegdyś zajezdnia pks, której już nie, i zrobiłam temu, czego nie ma pordzewiałe, bure zdjęcia;

obecny layout schludnego wspomaga lisa alisa. lisa wygląda jak superbohaterka, którą pewnie jest, maluje nadludzko i powiedziała mocną i słuszną rzecz pewnego razu – self-hatred, as a first step on the way to change yourself, dżihad.


  • RSS