schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2007

dwa sny, że najpierw wybieram się na bankiet z clanah, a potem że moja siostra umawia się z grzecznym chłopcem z młodzieży wszechpolskiej, po czym budzi mnie kot domagający się posiłku, ja niezbyt mogę wstać, bo czuję bezwład i przez cały nadchodzący dzień czuję bezwład również, czaszkę pełną waty. z ksz oglądamy złowrogo zabawne „happiness”, i korzóh i korek do rzaby, „chłopczyku brak ci wapienka”, lms się zjawia, z fnó robimy paczkę polskich łakoci i podpisujemy – lizak z kwiatkiem: „nikt nie wie, jak to robią”, instrukcja spożywania delicji, podejrzana delfina p. polecą do londynu. potrzebuję nowych słuchawek, dużych i ciężkich słuchawek nagłownych, i posłuchać soft black stars.

xtc, u4y.

3 komentarzy

znad szklanki alka-seltzer donoszę, że strasznie chcę chodzić na wesela, umiem tańczyć, a nawet się śmiać. ważne-ważne słowa i jeszcze to, że „wyobraź sobie angola, który zrobił sobie pina z urszulą albo cugowskim i jara się, że jest taki niszowy, więc brytyjska urszula to są np stone roses”, i „polski przebój musi brzmieć tak, jakby złe lata 80 nigdy się nie skończyły, musi brzmieć jak >>przeżyj to sam<< – nie ma drugiej piosenki, której równie bym nienawidził!” och, jest super. w headquarters kurdwanów jest jeden the dreamer is still asleep („atakują mnie króliki!”), dwóch tajemniczych lokatorów, którzy nie wychodzą na świat boży oraz popaprana, ranna ptaszyna; zaraz poczytam sobie stare spróchniałe magazyny muzyczne i, profesor bralczyk mówi, chillout.
[ach, od czasu soundtracku autobusowego rozumiem skrytą pasję dla chińskiego popu, mimo tej upiornej solówki]

|||

2 komentarzy

nie mam mózgu, wylał sie uszami. pasują do mnie wszystkie pretensjonalne piosenki i wszystkie pretensjonalne słowa, niestety.

myślałam, że to tylko taki odcinek „rocko i jego świat”, że można sobie przyspać pół twarzy. a zwłaszcza oko.

„mózg”, „martwica mózgu”, brain donors”

sirens

Brak komentarzy

a tu wysyp ważnych wiadomości.
wczoraj niemalże(a może omalże?) cały dzień spędziłam tarzając się ze śmiechu nad cracked.com, po czym dowiedziałam się z niemałą radością, że zobaczę na żywo dizzee rascala, jupijupijajajeje, i że euro, co w okolicznościach wczorajszego dnia brzmiało jakby mi się śniło może.

siedzę zaplątana w kable, tam, gdzie są kable, nie mógłby zamieszkać królon. pan kralik. gdybym miała królika, zaczęłabym mówić do niego po czesku, ten miło brzmiący język dziwnie pasuje do opisu królików, wzruszyłam się bardzo przy okazji fotostory na kralici.cz. jak na razie – opublikowałam kiedyś słynne foto pt. potomstwo, najstarszy królik idzie do zuchów i nosi koszulkę davida bowie, ostatnio dołaczył jeden osesek, który ma metkę z własną podobizną, narcyz jeden.

455362367_ab4c194182_m.jpg = „absence”

2007 nie śmierdzi. tu i ówdzie słyszalny nowy, niebywały singiel manics, coś mąci ian brown, a poza tym, muszę się zrehabilitować i, ranyboskie, pędzić w czerwcu na young gods, przecież tym razem już nie muszę w tym czasie malować mieszkania. mam też książkę, która sprawiła, że już nie chcę żadnych innych, i wreszcie obejrzałam „nowhere” w szczególnych okolicznościach, można już sobie spełniać gówniarskie marzenia. proste, wszystkie filmy gregga araki. w 1997 byłam na to za mała, ale gdybym miała taką możliwość, to na ultramarynowej poduszce powiedziałabym wtedy do kamery: „i’m only 18 and i’m completely doomed” i czułabym się jak synteza saffron i bretta andersona.
głównie śpię i nawet gdy wydaje się, że tak nie jest, to zaręczam, i tak śpię. królik wymaga 8,4 godzin snu na dobę i to okazało się dla mnie kluczowym odkryciem, ale obawiam się, że mogę być nawet dwoma królikami. co to się podziało.

hahahaah !

tradycyjne już przygody dworcowe – nie zdziwi mnie, jeśli kiedyś w antykwariacie dopadnę video świat hanna-barbera (czyta pod ławką scrappy-doo), bo:
-uśmiech numeru, najprawdziwszy!,
-uroda z 1988 i 1989, cudeńko; zdumiewająca bezobciachowość w noszeniu purpur i krwistych czerwieni na twarzy, ines de la fressange i małgosia niemen, look radykalny. mocne rzeczy o nowym konserwatyzmie i przygodach u kosmetyczki, oraz urszula, która porwawszy koszulkę johnowi squire opowiada, że gra heavy metal rock i co najlepsze, to nie jest wcale całościowo zabawne, tylko niezmiernie gustowne, estetyka filmu ‚frantic’ i starych sesji dla katharine hamnett, zdjęcia podbarwione jakąś magentą. spieszę kopać w temacie.
-mało godne uwagi na tle tych znalezisk, ale jednak dowody w postaci pism damskich na to, że nigdy moda nie była taka syfna, jak w 2000/2001.

[poza tym, donnie darko; nucę sobie 'mad world'. aha, nie pokazało się ostatnio nic lepszego niż 'sekrety sypialni mistrzów kuchni', godne poświęcenia kęsa snu, ćpuńsko-fekalne i ujmujące, zwłaszcza na poziomie kodu muzycznego, dla wielbicieli, ja jestem, conie. welsh zmiażdżył konkurencję.]

en gallop!

Brak komentarzy

shhhhhh
jaka destabilizacja, rollercoaster, jakie dość.
rysowałam jakieś tam rzeczy, oglądaliśmy widea z klucza: czerwony kapturek. czułość, bystrość, wdzięk i odwaga, keywords totoro, kruszynka, wiesz-o-co-chodzi. pomyślałam, że może nie jestem taka niefajna. potem w mieście magda wita się: żółwik!, ma nalepki hologramowe z kotami, czytam pół „sekretów sypialni mistrzów kuchni” irvine-obsessed, zasypiam na trzy minuty w tym czasie pomału traciłam fajność. szkoda, że nie udało mi się jej donieść do ciebie, m8ey.

chcę umieć nareszcie wydusić z siebie jakieś słowo, słowo definicji, hszanionego wyjaśnienia, czemu stać mnie tylko na przepraszam i nie wiem, nie wiem. skrócił mi się dystans, popsuł, przez chwilę byłam sobą dziś, tą uroczą i z dowcipem jak brzytwa, a potem co-? 23, prawie ian curtis. -wstydź się.
[znam gorzej dyskografię, ale pewien tytuł dobrze oddaje sprawę]
komunikacja obrazkowa być może, bo słowa gubię.


  • RSS