próba opisania całego minionego miesiąca skończyłaby się listą utyskiwań na gips, ortezy, smarki itp. niewygody, a przecież jest byc z czego dumnym, bo dość czasu poświęconego na skupioną naukę, wyrabianie zdrowych, pożądanych nawyków, off, przyzwoitsze rysowanie (popisowa wyszła polatucha, po fińsku: liito-orava. mogę zostać rysownikiem polatuch. swoją drogą, taka może skoczyć na 80 metrów), wyrzucanie rzeczy – bardzo ekscytujące zajęcie, panowanie nad czasem, tego typu zajęcia, dłubanie w magmie.
co mogłabym skondensować i narysować to pewna godzina i trochę z 17 sierpnia, z soundtrackiem lou reeda, ale nie osiągnęłam jeszcze tej fachowości. w swoim czasie. jeszcze powrót do suede/the tears, to taki rodzaj muzyki, który powoduje, że doklejasz sobie rózne protezy do tożsamości,a w międzyczasie powoduje ścisk w gardle, wyznacznik muzyki ważnej. ‚twierdza samotności’ j. lethema, definition of cool, ale przetłumaczona tak, że bądź tu mądry, podobnie – wreszcie – ‚prozac nation’ na piśmie i wreszcie cynthia ozick, strzał supercelny w moje upodobania (a zatem motyw przewodni, nowy jork. jest tez ten mały york, jorczik, wodzu – pies siostry, niezmierny urwis, trzeba patrzeć pod nogi.)
trochę urlop chorobowy, ale juz dość tego.