schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

niemozliwe, dwa tygodnie, 14.09. mówię do siebie: WSTYD takim właśnie tonem, jakim karcił uczestników ponury mnich dawno temu w teleturnieju credo. od tego samego czasu utkwiłam w książce, nie dośc, że takiej ważnej, to jeszcze pożyczonej. wrzesień co roku jest szczytem mojej pomysłowości i pożyteczności. we wrześniu zawsze jestem lepszym człowiekiem i nie inaczej w tym roku. jest zapotrzebowanie na sterylność i nietolerancja wobec mikroba, są szczepionki. zen w pokoju bezpośrednio przyczynia się do zenu w mózgu. kadry, światło: mam neonową lampkę jak z okładki ‚confusion’ new order, świeciła się wciąż, gdy obudziłam się przytulona do laptopa – nawet wiem, w którym momencie zasnęłam, porządkowania dysku d:. albo strzela żarówka. śpiewam, gdy nikt nie słyszy, po portugalsku. albo o świcie słucham durutti column i zachwycam się, jaki to perfekcyjnie dotarty soundtrack do tej pory dnia. albo, że bez obecności ksz nie warto w ogóle słuchać the young gods.
cl. nad morzem i ja zapewne wkrótce też z wizytą, teraz na pocztę polską będziemy utyskiwać ogólnokrajowo; zawsze konekt’d.

25th.

1 komentarz

g-3.jpg

ojej. może byłabym skłonna, ale akurat właśnie zaczęłam sofcieć po pierwsze, a po drugie, bozziu, nigdy, przenigdy tak się nie bałam na przykład, zejść do piwnicy. grzejnik od lms jest dobry, drogocenny, błogosławiony, ale wyprawa strach – dziwne, bo piwnice są sterylne i bezwonne, niepiwniczne, tylko czemu dzisiaj akurat zmieniły się w więzienne i złowrogie – udało mi się wydostać z tego groźnego miejsca, ale to nie jest moment na merzbow ani żadne inne drapanie gwoździem oka (-to ostatnie, to nie ja, tylko tomasz zrąbkowski, w całym swoim życiu nie widziałam treściwszej recenzji muzycznej – niech to będzie hołdem dla brumu). ani dywan z wzorem rozjechanego liska. potrzebuję soundtracku, co będzie trudne, dziś dzień złości dla dźwięków.
wreszcie podstawówkowe marzenie o przeczytaniu „świata kumpli” spełniło się. po czym wpisałam wszystkich do googli, bo wiedziałam tylko, że zwyciężczyni konkursu na faktycznie najlepsze* opowiadanie, dominika kiwerska, podobno zmarła, a grzegorz janusz nie wiem czy dalej, ale kiedyś pisał zwięzłe opowiadania, których swego czasu bałam się jak dziś piwnicy. reszta robi oczywiście całkiem inne rzeczy, bo nie było y2k, minęła gorączka milenijna, wcale nie wszyscy doznają przy techno i nie używa się wyrażenia „techno party”, najpopularniejszym dragiem jest jak mi się zdaje prostacka amfa i w nowym stuleciu okazało się, że zamiast upgradować sobie mózg, raczej go prostujemy, wszyscy.
ts. nie wiem, ale chętnie posłucham czegoś, czym się przejmę.

*gsus, niedoścignione-taki rodzaj estetyzacji życia może być, a nie silenie się na antykonsumpcjonizm głupawy, fonetyczny zapis angielskich słów albo wtrącanie zbyt mądrych tam, gdzie nie trzeba, rozgłaszanie, że i jak bardzo jest do luftu, że wszędzie są media, że kultura masowa jest zła, albo że ludzie się spieszą. i brzydkie wyrazy, i gołe baby, i maniera gbura, któremu dawno temu w liceum spodobał się nietzsche i od tej pory nic się nie zmieniło itp. rewers debilnego optymizmu juwenaliowych dzieci w swetrach. obawiam się, że opowiadanie dominiki godło: domek było ostatnim, może jedynym popisem fantastycznego językowo prześwietlenia typów ludzkich neutralnie, ale z precyzją skalpela firmy olfa skrzyżowanego z mikroskopem elektronowym.
to ten rodzaj rentgena w oku, który ma też malicia, nic jej nie umknie. m, obecnie na malcie, ma obłędny głos i po usłyszeniu „kevina cartera” manics postanowiła zostać reporterem wojennym – na razie daje popis wyobraźni i rejestrowania tego, co u większości akurat trafia na plamkę ślepą.

boli mnie wewnątrz gałki ocznej, chyba ten mięsień, który ją trzyma, i do wszystkiego pasuje mi słowo „ponury”


  • RSS