schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

z okazji zmiany czasu – siąkam, rysuję brzydko, wyprawiam ceregiele; szkoda liter aż. z każdej strony wykwitają mi nowe przelotne zajawki i powracają stare, na co ja przytakuję wdzięcznie z uśmiechem, z uznaniem. slovencina, medycyna, podprogowe drżenia w nowym zapachu ysl elle (nie wyobrażam sobie, żeby dziewczęta miały odwagę używać go masowo), faktury materiałów na nowo widziane, jakby zyskać nowy rodzaj wzroku, kreska crepaxa ostra jak rozcięcie palca kartką, nowi neubauten, nowy gahan. przekleństwo multitaskingu!
od strasznie dawna nie widziałam nawet pół filmu. może wdrażanie się ponownie powinnam zacząć powoli i ostrożnie, np. klan?
cl. zostawszy magistrem poświęciła się duńskim głoskom. wrócił drogi brat – dvd z bagażem przeżyć strasznych jakichś i z czupryną. dla ksz kupię miliard sklonowanych takich-właśnie koszul.
poza tym, skromnie-
„lecz on się śmiał do rozpuku
i tylko śpiewał: – Już się nadaję,
już się nadaję
do druku.”
a tu kiwaczek i marimekko

double%20eye%20lids.jpg
to wygląda niewinnie i zachęcająco, ale gsus, idzie o manipulacje przy oku! tytuł zawdzięczam nieocenionym łyżka czyli chili.

piszę paluchami z grafitowych opiłków. jęłam rysować jak szalona, tego ode mnie wymaga moja szkoła, pęsja dla dobrze ułożonych panien. w międzyczasie struktura naskórka dłoni nieco się psuje, przypomina stygmaty mikro (potem w kolejce do kasy w plusie, z fn kupujemy mlekko, odpadły mi fleki od obydwu butów marki radoskór, komentuję telefonicznie efekty odczulającej szczepionki). spędzam zatem dużo czasu na starym podgórzu, w poszukiwaniu skrótu wdarłam się na teren należny elektromontażowi, wszędzie upstrzone kałem, gość pije wodę utlenioną, porządna i wykrochmalona pani wykrzykuje: k*wy żydowskie! – być może po prostu jest za wisłą, to chyba zresztą trzeci tourettyk napotkany, codziennie tania odzież bez efektów, niestety. postawili lidla, na ścianie którego ktoś napisał: harsh noise. zrobiłam zdjęcie małemu robaku. the young gods wydali nowy album taki dość, dave gahan zachwycający.

przecież wiem, czemu belgia, baśka pojechała i przywiezie mi ovomaltynę

mam granatowe żaluzje i zmęczone oczy, przeglądam postnuklearne obrazki, łyse drzewa by raf simons, ostatnio zresztą napada mnie cokolwiek belgia – kompilacja disques de crepuscule i belgijski sublabel factory, i właśnie simons taki apokaliptyczny, chciałam torbę, ale ze mnie gapa,
straszliwie mnie brzydzi przegięta strojność, dziadzieję z wolna.
a w radio powiedziano właśnie: „osoba, które chce zakupić dowolne dobro”.

dygasiński jako fashion victim: tu


  • RSS