schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

the dreamer is still asleep.
sny-sen we śnie i jeszcze w następnym śnie – zaangażowały mnie to nadmiernego chyba stopnia. a teraz czekam na brata ażeby wręczyć mu berlińskie ciastka, [the homeless]reaktywacja_na_zywo. halcyon, kokon, ciepłe mleko, ovomaltyna, seriale.
mamy z fean statusy najwiekszych słuchaczy spdilla na lastach i mlę muzyke bez ustanku, o teraz właśnie  backworld. wzrusz, biedny kruliku.

i jak iq, e jak ementaler – to cytat z pana poety , mojego ostatniego odkrycia, choć z wiesławem miernikiem tak czy inaczej mierzyć się nie może. a od pana wiesława chyba kupię magiczny naszynik buddy, niech mnie ratuje w mojej niedoli.
ale śnił mi się schludny wydrukowany na papierze lśniącym w edycji przypominającej nieco katalogi urządzeń do łazienki i z ilustracjami w duchu a.o.spare’a dla dzieci.

4 lata temu tmg wydzielała sobie racje żywnościowe, żeby jechać na koncert neubauten, a mnie brakło zapału, w tym roku uniknęłam wstydu i dopchałam się do wstrętnego klubu progresja, żeby zobaczyć idealnie dograną gestykulację tych miłych panów, szelest spadających opiłków, dzwony pięciorurowe i rury składane, i usłyszeć, jak blixa wpada w nieludzko wysokie rejestry, takie hiperwentylacyjne, a ja w tym czasie w zachwyt, doskonały spektakl, rewelacyjny powrót do pensjonatu hoża (halohalo, pozdroszejset!).
a w pensjonacie hoża koktajl z blendera, uderzwpuchara (kondzio vs. puchar 0:1) i kokon jasnego, dobrego spokoju. [jak zawsze.]
i przyjeżdżam do domu sobie w międzyczasie wyjaśniając portugalskiemu aniołkowi (och!), jak dotrzeć do galerii krakowskiej. a tu we wrocławiu zagra najdroższa, wytęskniona kirlian camera. karma, kismet, po prostu wszystko się spełnia, trzeba się nadrobić, zwłaszcza, gdy można.

„mitten-shaped region” na europie, księżycu jowisza, na której pod warstwą lodu wewnątrz znajdują się oceany, dostałam paliwo wewnątrzczaszkowe, moja wyobraźnia pracuje: like a nonstop metronome

obejrzałam wreszcie film ‚macunaima’ i na miłość boską, doprawdy nie wiem, po co.

moja torba mówi o mnie wszystko – głosi: berlinerin. chcę z powrotem. w międzyczasie opanował mnie smutnykrólik – trzeba iść rysować. berlin reports wkrótce. dziś czeka mnie wieczór z mikroklikdronami; mój drogi współlokator ostrzega, że to nie częstotliwości dla mnie, jednak set pana lukatoyboy jest nieodpuszczalny. tak, fru widzi mnie w srebrnoniebieskich włosach, halcyongirl. jaka szkoda, że przy tym wszystkim słowo ‚wyżęty’ zdaje się być jakoby bardzo trafne.

mal pisała kiedyś
„I can abstract from everything but not from myself; I can’t even forget myself when I sleep” ale może to nie do końca tak, bo idą pojedyncze sceny, serie pojedynczych scen, reset, reload. plum. chuu.
u mnie tymczasem rozpoczęła się emisja serialu pt. „oprócz kota mieszkam z kolegą, który robi muzykę i urządził sobie w pokoju studio”, niebawem pewnie zjawią się sąsiedzi z petycją o ściszenie tych brejków, choc romanse cygańskie z naprzeciwka wszyscy dzielnie znoszą. prawdziwe starcie dopiero nastąpi, oto chyba nieuchronna jest konfrontacja pt. wybitnie zdolna młodziez kurdwanowska kontra zapyziałe dzieci wojny. jedno z dzieci wojny widziałam na ulicy po raz pierwszy od lat pięciu, miało wycięte w głowie dziury, prawdopodobnie po włosach. po krakowie spacerują młodzi ludzie, którzy wygladają, jakby uciekli z rąk jakiejś krwiożerczej guerrilli. pora zbroic się w szereg zalet, higienę i dobre maniery, które zawsze zwyciężają, nawet z agresywnym alternatywnym menelstwem.
na drzwiach mego domu zawisł tymczasem komunikat: „prosimy o usunięcie z suszarni wszelkich rzeczy i przedmiotów”. a to dopiero zagadka bytu. bytu i odbytu, jak pisał stanisław barańczak.


  • RSS