to nie do wiary, ale wysłałam strasznie dużo dziadostwa w pdfie, w mojej pracy mgr jest mordka mojego kota poldurinki, ja go nie zapraszałam, wszystko co mam z piotrusiem królikiem oraz batonik danusia, mam nadzieję, że to wszystko uczyni mnie magistrem nareszcie. ta cała smutna sytuacja sprawiła, że nie wymykałam się do muzyki ani książek, choć udało mi się zobaczyć parę osobliwych występów, poznać taką grupę jak ianva („to brzmi jak coś, co nadają w niedzielę na tvp2″), albo słuchać jeszcze więcej erika satie, a teraz np patricka wolfa, który nigdy mnie tak nie ekscytował, bo jestem na to za stara, ale czasem brzmi jak peter murphy, a czasem pomaga mu alec empire, co jest oczywiście lepsze. niestety, swój album patrick zatytułował niefortunnie, „the bachelor”, to niewinne słowo, ale mnie, i nie tylko mnie, ale również np. kici kojarzy się ze względu na brzmenie ze zwierzęciem kopytnym, które ryczy.