jest mi bardzo gorąco i chcę nad rzekę – „nice dreams, starlit skies” głosi strona promocyjna festiwalu menuo juodaragis, ktory w całosci dzieje się na wyspie, można sie tam zapewne też potarzać w mchu, patrzeć w gwiazdki, ale nie ma prysznica i trzeba skonstruować sobie naprędce wlasny.
powinnam się cieszyć, a w głowie mam smutne diagnozy, śnią mi się własne wypadki. pozbyłam się niby dotkliwego ciężaru, który dokuczał mi przez wiele miesięcy, ale nie czuję się przez to wcale lżej, oto właśnie zgubiłam jakiś ważny wentyl i teraz nie mogę nic, a chcialabym przynajmniej zrobić gruntowne porządki. tymczasem poświęcam się pożytecznej pracy i wykonuje zadania sumiennie, ale co poza tym: tachykardia, mdlenie, niechęć do wszelkich zajęć dodatkowych, paraliż kończyn itp. nigdy nie narzekałam specjalnie, to zwyczaj brzydki i staram się tego nadal nie robić, dlatego ukladam na zapas masterplany, co by tu uczynić po rekonwalescencji.
nie wiem też, czy pisałam, ale od dawna nie podoba mi się żadna nowa muzyka, a zwłaszcza taka, jakiej słuchalam przez dużą część schludnego, więc teraz pora ograniczyć się do szumu, ciszy i plumkań; to ostatnie – yuko ikoma gra erika satie. ja umiem zagrac już troszkę partii akompaniamentu z gymnopedies 1, gdy gramy wraz z fean.
a dr miau? nie chce mnie wypuszczać z domu, wyjście do pracy to powód licznych trosk i wyrzut sumienia – zostawiasz kota samego, a ja się pytam: gdzie byli rodzice?