schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

release the bats

4 komentarzy

potwornie boli mnie wewnątrz prawego oka, które zostało przyozdobione śrubami, gwoźdźmi i papierem ściernym, po czym włożone do oczodołu, z czego wynika, że nie ma mowy o skupieniu, zrobieniu czegokolwiek należycie, bo na to nakłada się gorączka, węzły chłonne wielkości piłeczek kauczukowych i podobnej twardości, powoli zaczynam żegać się ze światem – dziś jest na to dobry dzień. to, co znajduje się w oku, trafia w jakiś czuły punkt tyłoczaszki. nie mogę odłożyć rzeczy do czytania, bo jeśli to zrobię, pojawi mi się w głowie gnijąca plama, rozlewająca się właśnie z tego miejsca tyłoczaszki, więc muszę zajmować sobie głowę gęsto zadrukowaną treścią, żeby nie pojawiły się zmory. a nadmieniam, że jestem sama w domu, więc cisza na przykład jest pierdyliard, ale to pierdyliard razy straszniejsza, koty jeśli nie śpią, szurają czymś, a to mnie niepokoi, zatem robię co, otóż tulę się do odkurzacza i marzę o autoharfie (cytrze?). oto dręczą mnie majaki człowieka przebywającego w zamknięciu i nękanego chorobą. nie przychodzi mi do głowy żaden film nadający się do obejrzenia. będę zatem słuchać muzyki, której jeszcze nie znam, na przykład the wreckery, czyli zespół hugo race’a (och, czemu nie słyszałam go na żywo) i inne garażowe zespoły z australii, które kojarzy zapewne tylko tomasz zrąbkowski (respekt), wiem to z ś.p. zine’a. czekam na rady, jak wyciągnąć sobie z czaszki te piekielne hufnale. zdam relację z odsłuchu the wreckery i czy warto.

ponieważ obudził mnie telefon od mamy o tajemniczym wirusie z ukrainy, a ja jestem bardzo chora i bardzo słaba, już nie mogę spać i nie będę. prawdopodobnie to najwątlejszy okres w moim życiu i większość dni spędzam chora na coś, może pora do ciechocinka – martynia wysyła „magazyn kuracjusza”, czuję pokrewieństwo duchowe. w dość martwych godzinach porannych wykonałam test sueddeutsche zeitung na bycie kandydatem na niemca i wyszedł mi bardzo pomyślnie, sama się zaskoczyłam, że znam wiele podstawowych faktów, oraz szukając plakatu do „faraway, so close” uświadomiłam sobie, że jeszcze tkwię w epoce kaset magnetofonowych i co gorsza być może nigdy to nie minie. w związku z tym z przynajmniej dziesięcioletnim opóźnieniem zostałam wielbicielką nicka cave’a via oczywiście blixa bargeld.
(muszę pisać tu regularnie, zaczęło się dla mnie jakiś czas temu pisanie na zadany temat jako sposób na życie, a tu mogę sobie poćwiczyć i pisać różne fontazie! ale jazda czad i odlot – używam słów z lat 90.)
noth właśnie pyta przez sen, czy zamierzam cały dzień tak siedzieć, zrobiło mi się zimno, to było zdanie groźnej guwernantki, ale po pierwsze jestem chora więc muszę cały dzień tak siedzieć, a po drugie, na swaroga, ty przecież drzemiesz i grzejesz nogi poldkiem, a po trzecie, jestem chora a jednak pracuję mimo drgawek i kurary przesączającej się przez moje tkanki. nie będę nadrabiać wielotygodniowych braków, ale zapraszam na tygodnikfotograficzny.pl, gdzie też coś stękam, oraz obejrzyjcie wszyscy film „ghosts of the civil dead”, raczej ponury i mocno okropny, ale takie na ogół są dobre filmy – cały jest na jutubu.


  • RSS