schludny blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

chyba tu przekleję utracjona. tak mnie wzruszyło to pięć lat boju i niektóre komentarze!

puhu

Brak komentarzy

chyba tu przekleję utracjona.

!

1 komentarz

szukajcie
utracjusza!

najpierw po straszliwie pięknym koncercie rykardy parasol czuję się jak papież i dalajlama naraz, że jest zgoda i pokój i zawsze niech będzie słońce, a następnie uświadamiam sobie z wolna, ile to spraw nade mną wisi, powie to za mnie najładniej lord tennyson: a great and sudden sadness would come over me. przez to np. przyszła mi z pomoca przysłana kiedyś przez najwłaściwszą osobę piosenka pt.fractions, z czego później niektórzy robili sobie podśmiechujki, jakobym to na last.fm słuchała muzyki z tagiem „christian”. potem death in june poszło, bez obaw.
chętnie to usiadłabym sobie zaszyta w domu i obejrzała 9 odcinków nowego wspaniałego serialu ‚skins’, co, niewykluczone, spełni się niebawem. nic się nie dzieje złego, disiu, wręcz przeciwnie. mogłabym tu zahajpować szalenie zdolnego tekściarza krakowskiego, ale sza, zamieszanko się zrobi w swoim czasie. niestety mały overload. w domu gratisowa obecność (jeszcze tylko trochę.uff)wygania mnie do miasta, a tam też za głośno zadużonaraz, boli mnie głowa. the answer is: chodź do kina-w kinie o wszystkim się zapomina.

3-2-1-wzrusz.

jeszcze chwila do błogostanu i wzrusza. słucham dcfc i składanki pt. melodie dla sentymentalnych panien. pora narysować coś.

znudził mi się serial pt.współlokator – nie rozumiem potrzeby bratania się i dzielenia przestrzeni, której nie mam zamiaru dzielić, a ni się spoufalać, ani udawać najlepszej koleżanki, wystarczy mi mówić dzień dobry i do widzenia. przez chwilę muszę pozaciskać zęby, po czym odstąpię pokój komuś chorobliwie nieśmiałemu/mizantropowi/socjopacie, warunki są dwa: a/nie smieć, b/miej dobre maniery.
idę chyba popracować do spokoju, kurdwanów mi dziś niegościnny.
wczoraj rozmowa z drogą mary:
mary (19-05-2008 20:50)
halcion to zimorodek, czy źle pamiętam?
Ja (19-05-2008 20:50)
zimorodek badz tez blogi spokoj.
mary (19-05-2008 20:51)
To pięknie.
mary (19-05-2008 20:51)
Ja poszłam raczej w sztukę użytkową, czytaj:
mary (19-05-2008 20:51)
ubrania na użytek własny bądź rodziny typu Ajo.
Ja (19-05-2008 20:52)
szyte i sztrykowane?
mary (19-05-2008 20:52)
Owszem.
Ja (19-05-2008 20:52)
i wiazesz przyszlosc z tym? pamietam bowiem, ze masz zdolne rece.
mary (19-05-2008 20:52)
Aktualnie powstaje biała sukienka w maki na rąbku.
mary (19-05-2008 20:52)
Hm.
mary (19-05-2008 20:52)
Zastanawiam się nad tym.
mary (19-05-2008 20:52)
Jest to jednak bardzo czasochłonne,
mary (19-05-2008 20:53)
żeby robić ubrania na szerszą skalę musiałabym rzucić wszystko inne.
Ja (19-05-2008 20:53)
ale to pozadane,
Ja (19-05-2008 20:53)
a co wolalabys robic?
mary (19-05-2008 20:53)
Wszystko :)
mary (19-05-2008 20:53)
Na razie się udaje.
Ja (19-05-2008 20:54)
a co to takiego, to wszystko?
mary (19-05-2008 20:55)
Czytanie, szycie, sztrikowanie, oglądanie filmów, pieczenie ciast.
Ja (19-05-2008 20:55)
och!
Ja (19-05-2008 20:55)
innymi slowy, blogi zywot.
mary (19-05-2008 20:56)
Można tak to nazwać.
mary (19-05-2008 20:56)
Póki co jestem umiarkowanie szczęśliwa.
mary (19-05-2008 20:56)
Wszystkie zdjęcia bardzo ciekawe.
mary (19-05-2008 20:56)
(brzmi nieszczerze ale naprawdę)
Ja (19-05-2008 20:57)
dziekuje, Marysiu.
Ja (19-05-2008 20:57)
pracuje, aby byly lepsze.
Ja (19-05-2008 20:57)
niektore ukazaly sie nawet drukiem.
Ja (19-05-2008 20:57)
chyba chcialabym byc szczesliwa umiarkowanie,lecz stale.
Ja (19-05-2008 20:57)
a jestem dorywczo, za to bardzo.
mary (19-05-2008 20:58)
Nie, ja bym powiedziała: człowiek Renesansu.
mary (19-05-2008 20:58)
Ja jestem raczej kobieta dziewiętnastego wieku.
Ja (19-05-2008 20:59)
jak beatrix potter.
mary (19-05-2008 21:00)
Albo Lucy Maud Montgomery.
mary (19-05-2008 21:00)
Czytałam ostatnio (znowu)
mary (19-05-2008 21:00)
Błękitny zamek.
mary (19-05-2008 21:00)
Ależ to musiało być nieprzyzwoite te 100 lat temu!

[mary jeśli nie jest osobą, którą ze znanych mi najbardziej podziwiam, to jest przynajmniej w pierwszej trójce.]

i tak zostałam wyznawcą:

Church of the Cosmic Bunny http://www.bunnychurch.com

czuję gorliwośc neofity. i jeszcze bałagan, lecz co z tego. nie oglądaj się teraz – zobaczyłam nareszcie w całości; rescue squad działa. nigdy też nie powiem już więcej, jakoby miał nie podobać mi się jakis gatunek muzyki, bo potem mogę srodze żałować: zawsze przychodzi pora, kiedy okazuje się, że przyswajam każdą muzykę i to nie są żarty, więc kto wie, noth, czy nie zobaczysz mnie kiedyś w koszulce primusa.

tym razem miałam sen szwedzkojęzyczny!

i saw the lighthouses all fall

small angels hold parasols

and point to other skies
z kitteh idziemy popatrzeć na liście i konwalie, jest zieleń, jest mokro, ja mam w głowie olśnienia, ona apokalipsę
unanswered stars yawning together

you may have this gift from me

and i will send you nothing

a potem mówię jej, kiedy ona rysuje coś tam, a bardzo dawno tego nie robiła, a ja piję kawę i potem dostaję sleepyheada, że o nie, o nie, że właśnie to złapałam i że uciekł mi wątek i zapada się grunt. śniło mi się, że mama wygadała się kici o mojej epilepsji i runął cały misterny spisek, ohshite, wtedy zawaliłyby się wszystkie katedry z hukiem, nasze katedry stawiane since 2000 ze słów wypowiadanych w tajemnicy, każda innego wrogiego sobie wyznania. w moim śnie padła katedra pod wezwaniem najświętszej hello kitty – na jawie trudno się zdobyć na to. dlatego wpadłam ze snu w inny sen i znów w następny sen. w każdym dramaty, ćpuni w metrze, moja torba, która ucieka ulicami warszawy i kradnie mi tożsamość, wojna secesyjna i dagerotypy, to trochę ponad moje siły.
but still i see cottages covered in honeysuckle

the dovecots so full of the Birds in their thousands

the cats lap at cream in their pussyland dream

and they haven’t a care in the world

and then it shines

we’re all dust

i drop the compasss and point out the pole

and then it shines

we’re all dust

so wait for me at niemandswasser

as i watch the flowers bloom

and trail the horseflies as they scream

the songs we’ll never know:

it shines:

that we’re all dust

it shines:

we’re all dust

we’re all dust

oczywiście rano obudziłam się i musiałam słuchać niemandswasser for time becomes a loop.

wczorajszy wieczór młodych utracjuszy z zespołu unicorns on fire = kwintesencja wszystkiego. wróg cię kusi colą zero+burżujskie łakocie+seriale+brokat wszechobecny. tymczasem złożyłam telefonicznie życzenia urodzinowe tacie i zaczynam marzyć, żeby skończyła się już ta cała majówka, bo oto właśnie wpływam w obezwładniającą chmurę nudy, nudy, nódy. na kilka dni przybiorę postac prawdziwego nerda (za wyjątkiem wizualu, który nawet w domu powinien być nienaganny) i zamknę się w okoju oglądając filmy następujące: kennetha angera kilka sztuk, wong kar-waia, dokument o bombie atomowej i rocko’s modern life. będę ponadto, tak jak teraz, słuchać piosenki zespołu head automatica trzymając kciuki za brata, który wyruszył w pogoń za swym romansem; serial „śmierć na miłość” czas start.


  • RSS