schludny blog

Twój nowy blog

the dreamer is still asleep.
sny-sen we śnie i jeszcze w następnym śnie – zaangażowały mnie to nadmiernego chyba stopnia. a teraz czekam na brata ażeby wręczyć mu berlińskie ciastka, [the homeless]reaktywacja_na_zywo. halcyon, kokon, ciepłe mleko, ovomaltyna, seriale.
mamy z fean statusy najwiekszych słuchaczy spdilla na lastach i mlę muzyke bez ustanku, o teraz właśnie  backworld. wzrusz, biedny kruliku.

i jak iq, e jak ementaler – to cytat z pana poety , mojego ostatniego odkrycia, choć z wiesławem miernikiem tak czy inaczej mierzyć się nie może. a od pana wiesława chyba kupię magiczny naszynik buddy, niech mnie ratuje w mojej niedoli.
ale śnił mi się schludny wydrukowany na papierze lśniącym w edycji przypominającej nieco katalogi urządzeń do łazienki i z ilustracjami w duchu a.o.spare’a dla dzieci.

4 lata temu tmg wydzielała sobie racje żywnościowe, żeby jechać na koncert neubauten, a mnie brakło zapału, w tym roku uniknęłam wstydu i dopchałam się do wstrętnego klubu progresja, żeby zobaczyć idealnie dograną gestykulację tych miłych panów, szelest spadających opiłków, dzwony pięciorurowe i rury składane, i usłyszeć, jak blixa wpada w nieludzko wysokie rejestry, takie hiperwentylacyjne, a ja w tym czasie w zachwyt, doskonały spektakl, rewelacyjny powrót do pensjonatu hoża (halohalo, pozdroszejset!).
a w pensjonacie hoża koktajl z blendera, uderzwpuchara (kondzio vs. puchar 0:1) i kokon jasnego, dobrego spokoju. [jak zawsze.]
i przyjeżdżam do domu sobie w międzyczasie wyjaśniając portugalskiemu aniołkowi (och!), jak dotrzeć do galerii krakowskiej. a tu we wrocławiu zagra najdroższa, wytęskniona kirlian camera. karma, kismet, po prostu wszystko się spełnia, trzeba się nadrobić, zwłaszcza, gdy można.

„mitten-shaped region” na europie, księżycu jowisza, na której pod warstwą lodu wewnątrz znajdują się oceany, dostałam paliwo wewnątrzczaszkowe, moja wyobraźnia pracuje: like a nonstop metronome

obejrzałam wreszcie film ‚macunaima’ i na miłość boską, doprawdy nie wiem, po co.

moja torba mówi o mnie wszystko – głosi: berlinerin. chcę z powrotem. w międzyczasie opanował mnie smutnykrólik – trzeba iść rysować. berlin reports wkrótce. dziś czeka mnie wieczór z mikroklikdronami; mój drogi współlokator ostrzega, że to nie częstotliwości dla mnie, jednak set pana lukatoyboy jest nieodpuszczalny. tak, fru widzi mnie w srebrnoniebieskich włosach, halcyongirl. jaka szkoda, że przy tym wszystkim słowo ‚wyżęty’ zdaje się być jakoby bardzo trafne.

mal pisała kiedyś
„I can abstract from everything but not from myself; I can’t even forget myself when I sleep” ale może to nie do końca tak, bo idą pojedyncze sceny, serie pojedynczych scen, reset, reload. plum. chuu.
u mnie tymczasem rozpoczęła się emisja serialu pt. „oprócz kota mieszkam z kolegą, który robi muzykę i urządził sobie w pokoju studio”, niebawem pewnie zjawią się sąsiedzi z petycją o ściszenie tych brejków, choc romanse cygańskie z naprzeciwka wszyscy dzielnie znoszą. prawdziwe starcie dopiero nastąpi, oto chyba nieuchronna jest konfrontacja pt. wybitnie zdolna młodziez kurdwanowska kontra zapyziałe dzieci wojny. jedno z dzieci wojny widziałam na ulicy po raz pierwszy od lat pięciu, miało wycięte w głowie dziury, prawdopodobnie po włosach. po krakowie spacerują młodzi ludzie, którzy wygladają, jakby uciekli z rąk jakiejś krwiożerczej guerrilli. pora zbroic się w szereg zalet, higienę i dobre maniery, które zawsze zwyciężają, nawet z agresywnym alternatywnym menelstwem.
na drzwiach mego domu zawisł tymczasem komunikat: „prosimy o usunięcie z suszarni wszelkich rzeczy i przedmiotów”. a to dopiero zagadka bytu. bytu i odbytu, jak pisał stanisław barańczak.

śniło mi się, że dostałam od mojego kuzyna nagraną najlepszą piosenkę wszechczasów i faktycznie była lepsza niż wszystko, nagrał ją young jeezy.

..to historia o mamutku. that’s the story of my life, zaśpiewał morrissey – w ikea!

nigdy nie byłam wyznawca torrentów, ale walka trwa także na innych frontach, wszędzie gdzie jesteś – trzeba przedsiębrać coś w internecie. ściągam więc sobie pasolinich i tu przypomina mi się, że warto spotkać się z wojtkiem „mandzia” s., który gdzieś mi się zapodział. [w deszczu pod parasolką spotkałam magdę w aksamitach, a to zawsze dobry znak.] dziś z siostrą kupujemy na stacji benzynowej magazyny dla czynnych sportowców, rozmawiamy o socjalizacji, że trzeba, wstrząsające relacje z przebywania wiele godzin samemu itp. na wyścigi; chciałabym ją zabrać na neubauten. obie cierpimy na syndrom psa yorka – zużywamy nasza energię życiową błyskawicznie, wybuchowo i na cały regulator, po czym długo musimy wracać do życia. prawdopodobnie wykonanie czegokolwiek zajmuje nam więcej niż innym ludziom, bo wkładamy w to cała parę, na jaką nas stać. z tym, że kicia o wiele gorzej. ja ostatnio zyskałam sobie ksywę lara croft, z wielu przyczyn.
och, a skoro neubauten, to i current – pilny wyjazd nie pozwala mi zjawić się we wrocławiu, ale kto wie, czy nie dogonię tibeta na trasie. trochę sie boję jego zmarszczonego oblicza, on przypomina nauczyciela na przykład geografii, który nie ma już perspektyw i wciąż obnasza tę samą marynarkę i twarz pełną trosk.

może sobie okleję soczewki brokatem i będę widzieć cały świat w brokacie właśnie?

dialog roku mam: – ten płaszcz jest ze skóry? – nie, z pcv. – z pck?

potrzebuję konsekwentnej harmonii między nutami, bez zakłóceń i zgłuszeń, wiem, że można w kółko słuchać bacha, ale ja mam tutaj na to zbyt lewe głośniki i utnie pół jana sebastiana. tak nie wolno.
niebawem mój dom stanie się generatorem mikro-dron-ambientu, lecz to dopiero wkrótce. teraz potrzebuję jakiejś niebiańskiej harmonii instant.


  • RSS