schludny blog

Twój nowy blog

na moim nagrobku będzie napisane „kolekcjonerka opakowań blaszanych”, pod halą targową ostatnio pewien człek dał mi pięć w prezencie, że od niego nikt nie chce kupić to niech se pani weźmie, w tym jedno rewelacja Polski Monopol Tytoniowy, tylko dla prawdziwych marynarzy! kocham ich wzornictwo, ale coraz mniej miejsca, na moim meblu zamieszkał kolega, ma usta namiętne filcowe, oczy o czterech guzikowych źrenicach i gacie też ma, nawet majty. to jest więc mój współlokator, miał konkurenta w postaci Chucka Norrisa z pluszu(sic!), ale zdecydowanie wygrał z przeciwnikiem pomimo, że nie występuje w telewizji.
sezon kurtkowy wisi w powietrzu i albo fałszowany burberry, albo jak prawdziwi synowie ulicy, harringtonka.
ze swej strony muszę też przeprosić za milczenie, ale cóż, uczyłam się, pilne uczennice niestety muszą hierarchizować obowiązki, ale teraz koniec nauki, spisałam się na medal, pójdę do kina na film o islandzkim chłopcu.

śniły mi się notki na blogu chyba mogę zacząć się trochę bać samej siebie, szkoda, że ich nie pamiętam, to były rewelacyjne notki. po czym poszłam po rzeczy dla ciała i ducha. dla ducha – historia etnografii polskiej (dla złego ducha) oraz Literatura na Świecie o Rumunii, dla ciała spodnie jak się okazuje rozmiar najmniejszy 32, już więcej nie da się schudnąć, i jeszcze znów mieszkała u mnie moja siostra. jak zwykle miałyśmy liczne wesołe przygody ale najważniejsze jest to, że piszę znów z Krakowa! Miyu, mieszkam tam gdzie zwykle, ale dla odmiany sama.
ts. Forseti – Erde oni są coraz lepsi
i już nagrywa z nimi zupełna elita a także Stina Nordenstam, memories of a color.
i co istotne teraz jak już tu jestem to niechybnie wkrótce trzeba będzie zacząć nosić kurtki, co mnie bardzo cieszy, bo bez kurtki czuję się niepełnym człekiem.

wybrałam się dzisiaj na ziejącą grozą wczesnogierkowską halę z tanią odzieżą w centrum mojego byłego miasta Katowice. znalazłam tam dostawę ze Szwajcarii, a jest to bardzo dziwny kraj, w którym kobiety mają prawa wyborcze od lat ’70 ubiegłego wieku, a poza tym nie ma tam nic poza zegarkami, bankami oraz wesołą Liselottą, bohaterką reportażu w magazynie „Moda i życie praktyczne”. jak się okazuje, są również ubrania. Szwajcarzy nigdy nie noszą toreb, jedynie plecaki, były ich roje, podobnie konserwatywny sweter, podrobionego harringtona. ja uzbroiłam się w gustowną koszulkę lozańskiego klubu wioślarzy! dziś też dzień muzyki, stosik za grosik w MediaMarkt, na srogiej wyprzedaży Stina Nordenstam, Tiga, Blimp, Covenant, inne łakocie, tak dzisiaj jest dzień materialisty, więc faza schyłkowa gdyż czytam klasyków, lektura na dziś Oswald Spengler – Zmierzch Zachodu
potem dla równowagi Osamu Tezuka, Metropolis.
do kompletu że czytam to słucham Blonde Redhead.

aha, kto ze mną jedzie 26 września na Psychic TV do Warszawy, palec pod budkę.

dla niego pójdę do kina nawet na film Almodovara, każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma – a ja mimo wieku wyglądam na lat 15, więc mi wszystko wolno. trzeba się spieszyć, niedługo nie będę mogła przyznawać się do sympatii dla tego chłopca, ponieważ zagra Che Guevarę i stanie się idolem hippisów, co może mieć podobną moc rażenia jak wyjawienie mojej siostrze faktu, że jej osobisty ideał estetyczny grał w serialu „Młody Herkules”.
ale tymczasem niestety. niedługo już będzie po wszystkim i zero dosłownie zero szans na bycie genialnym młodym twórcą, ponieważ czas umyka, a ja nie zrobiłam nadal ze sobą absolutnie nic, wystaw autorskich – bo nic nie narysowałam, comiesięcznego felietonu w lampie, aktiviście exklusivie, a4* ponieważ nic nie piszę, nawet fotografii jako arbiter elegantiarum, ponieważ antropologia w Krakowie to nie kulturoznawstwo w Warszawie**

(gdyż musicie wiedzieć, że Wiesław Miernik wydał już cztery albumy!)

*no bo w końcu to przecież pisma opiniotwórcze
**to bardzo dobrze

chciałabym to wiedzieć: dlaczego wstęp na stronę o mleku ryżowym jest zabroniony? dlaczego wczoraj na urodzinach mojej siostry dj naprędce udawał, że zgubił płytę PsychicTV i dlaczego człek zainteresowany książką, którą spycham na allegro, pytał ILE ONA MA STRON? albo na przykład boli mnie brzuch i jedyne wyjaśnienie jest takie, że wczoraj na kolację spożyłam zatrważającą ilość migdałów, a na śniadanie następujące niebawem po kolacji(sen w godzinach 5.00-9.00, znów wstaję za późno) – sałatkę z ryby i nie wiem, czy to nie jest mezalians.

dziś zamierzam zainwestować w książkę pani Jane Bowles, ale tak naprawdę chciałabym przeczytać to!

no a teraz już działa nawet ryż

chciałabym się popisać swadą i talentem recenzenckim, jest to moja jakby szansa i chciałabym napisać o płycie, którą odsłuchiwałam wczoraj, chciałabym napisać o niej źle, bo nie podoba mi się, bo brzmi jak płonie ognisko w lesie, bo gdyby to była pierwsza płyta tak zwanej niezależnej sceny jaką słyszę, to wolałabym słuchać Stinga i Pata Metheny. ale jakoś nie potrafię się na to zdobyć, bo okazuje się, że mam miękkie serce, że oni się starali, tylko tak przypadkiem wyszły piosenki harcerskie. powinnam jednak pamiętać, że Rafał Księżyk, mój osobisty idol, potrafi być bezwzględny i rąbać, i siekać. a tymczasem podoba mu się nowa płyta zespołu Milion Bułgarów i tym się pogrąża! powinnam bardzo poważnie się zastanowić, ach, na szczęście Derniere Volonte jest rewelacyjnym zespołem, nie tak jak ci drudzy.

z ostatniej chwili to najważniejsze jest, że skład gazety, na której się wychowałam i która mi objawiła Genesisa P-Orridge reaktywuje się pod nazwą Zine, co za elita, ja też kiedyś będę kreowała gusta.

byłabym zapomniała, że w ramach nie do Poznania mam krótkie włosy i niechcący przypominam japońską pensjonarkę w wersji środkowoeuropejskiej.
dziennik pisany nocą: tak nadal siedzę i ściągam z uporem płyty od człeka, który specjalnie zostawił włączone, żeby mi się ściągało, bo tak mu się spodobał mój pseudonim w złodziejskim fachu na soulseeku i teraz już nie muszę sobie sprowadzać płyt z jakichś Austrii. te płyty jest to kontrowersyjny neofolk i mogę się chwilami poczuć elitarnie mówiąc, że słucham Sonne Hagal alboco, a nie znów ten oklepany Current 93, którego już przecież znają wszyscy. tymczasem jestem beznadziejnie zakochana w wizerunku tej pani, ja też już jestem prawie taka chuda i mogę powoli zacząć wnikać w struktury pensjonarek z internetowej loży masońskiej, które przez cały czas o jedzeniu, że co na niejedzenie, co na jedzenie. nie muszę się starać. mnie same wychodzą na wierzch żebra, kręgosłupy. znów będę pisać co czytam, to jest Herta Mueller – Dziś wolałabym siebie nie spotkać i czego słucham, EN, Haus der Luege, tę taśmę sprzedał mi pan pod Halą za 50 groszy i mówił, że to dobra taśma i mogę sobie na niej coś nagrać, a ja nie przyznałam się, że nie chcę. i na stronie a byli jedni Neubauten, a na drugiej drudzy. oto jaka jestem chytra.

no dobra, w końcu mam blog który jest porządny i z definicji schludny w przeciwieństwie do zaniedbanej brzydkiej sieroty którą porzucam, do widzenia, teraz jestem nie do Poznania, o je jej.
nadmieniwszy, że mam internet w końcu i bywam u rodziców, będę pisywać w przerwach między ściąganiem „Shin-chana” i „Triumfu woli”.
witam państwa.


  • RSS