Jestem typem człowieka, który przez pół roku zbiera naklejki z pieskami w programie lojalnościowym sieci Żabka tylko po to, żeby w końcu nie odebrać pieska, rezygnowanie, rozmyślanie się, dawanie nogi to coś, w czym jestem naprawdę niezła, szczególnie wtedy, gdy uprzednio włożę w jakieś przedsięwzięcie niemało wysiłku, starań i funduszy. „The destructive character knows only one watchword: make room. And only one activity: clearing away” (Walter Benjamin).
W ostatnich miesiącach zmodyfikowałam wyjątkowo wiele scenariuszy. Zawodowych, z czego jestem bardzo zadowolona, ten i ów postukałby się w czoło, a ja na to – a figę. Mieszkaniowych, tu trochę szkoda, bo geniusz strategii, wytrawny generał, który zupełnie nieoczekiwanie objawił się pod postacią mojej osoby, spisał się znakomicie; wysiłki nie zmarnowały się, a wręcz przeciwnie, po drodze napotkało mnie sporo wartości dodanej i pakiety gratisowej dobrej karmy. Jednak teraz będzie inny termin i powód też inny. Inne dziewczęta i inne planety. Myślałam nawet dzisiaj o niedużym bagażu z ważnymi i przydatnymi rzeczami. Najważniejsze rzeczy mam, koniec końców, w komputerze. Tylko pudełko na soczewki trzeba wziąć.

Hej. To był strasznie ciekawy rok, pełen perypetii: mieszkałam w Berlinie, zostałam wziętym przedsiębiorcą, wykonałam liczne zlecenia dla rozmaitych chlebodawców, pośród nich również bardzo egzotyczne. Przeczytałam metry książek, zasiadłam za perkusją, zagrałam na Wrocław Industrial Festival. Widziałam na żywo Grindermana i Neubauten, tych ostatnich trzykrotnie. Organizowałam całą polską wyprawę Solimana Lawrence’a, w tym fotografowanie w odlewni i zakładzie karnym. Byłam na zajęciach z twórczego pisania i na Frieze Art Fair. Zrobiłam przynajmniej jeden dobry uczynek. Przeprowadziłam wywiady z Andrzejem Urbanowiczem, Lisą Alisą i Blixą Bargeldem. W okolicach ostatniego Nowego Roku nagrywałam dziwne kompozycje na syntezator, theremin itp.
Nadal nie napisałam żadnej książki, choć oczywiście miałam już kilka szkieletów, po czym uświadamiałam sobie, że przecież nie kumam fabuł i że osoba, która zawsze zasypia w kinie, nie może pisać powieści i musi napisać książkę niefabularną. W swoim czasie, tymczasem robię to, co od dwunastego roku życia (nie ma żartów, chciałam dostać pióro Parker, ale okazało się, że ów magazyn już nie daje prezentów, nie mniej poszłam do druku), piszę teksty o nieco mniejszej objętości i takie tam sprawy.